ZADRUGA - ZADRUGA

Przejdź do treści
Gorazdnik

Tako rzecze Twórca Ruchu Zadruga i Filozofii Kulturalistycznej

Jan Stoigniew Stachniuk

CZŁOWIECZEŃSTWO I KULTURA

Rozdział VII
TOPORZEŁ
Przeciwbieżność kultury i wspakultury jako oś historii ludzkości

1. Walka o człowieczeństwo

Kultura i wspakultura. Dwa przeciwstawne światy, chociaż oba z pozoru wykwitają z tej samej istoty człowieczej. Jeden to wyraz ewolucji tworzycielskiej świata, stawania się humanizmu, drugi zaś to tegoż humanizmu koszmarna, wykrzywiona maska, straszliwy "niedomóg kosmiczny". Trzeba sobie uprzytomnić zasadniczą rozbieżność kierunku, którą obie kategorie reprezentują, aby wczuć się w dramatyczne napięcie, które musi rozdzierać wnętrze człowieka, ludzkości i historii.

Osią dziejów ludzkości na globie ziemskim nie jest walka Ducha z Materią, egoizmu z altruizmem, Boga z Szatanem, nie jest też walka klas ani walka ras, lecz walka kultury z wspakulturą o władztwo nad człowiekiem.

U podstaw procesów rozwojowych ludzkości znajdujemy siły prące do wyłonienia mitów i siły spychające ku pierwiastkom wspakultury. Wszystko, co oprócz tego naszej wyobraźni się narzuca, to już wynik wtórny zasadniczej rozbieżności ciągów. Każdy z nas jest polem zaciekłego boju pomiędzy ciągiem kulturowym i ciągiem wspakulturowym. Armie jednego i drugiego toczą uporczywą walkę w osobowości każdego z nas na wszystkich kondygnacjach życia: od płaszczyzny biofizjologicznej począwszy do wzruszeń artystyczno-religijnych. (...)

Kto twierdzi inaczej niż Jan Stachniuk, nie jest ani Zadrużaninem ani tem bardziej Kulturalistą. To samo tyczy się różnych grup, organizacji i stowarzyszeń, które powołując się li tylko na Zadrugę i Jana Stachniuka nie działają zgodnie z Ideą Zadrużną czyli Kulturalizmem.

Warto przeczytać i przyswoić:


"Dobrem jest wszystko to, co jednostkę pozytywnie wiąże z kulturą i jej moc wzmaga, złem zaś to, co jednostkę z kultury wyrywa, jej wiązadła i moc osłabia, pośrednio unicestwiając absolutny pierwiastek indywidualności."
"Zasadniczą własnością człowieka jest geniusz tworzycielski, czyli zdolność wiązania żywiołów psychiki ludzkiej z żywiołami natury w taki sposób, że powstaje nowy i potężny kształt mocy, temuż człowiekowi podległy."
"Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata." (cytaty z książki)

Tylko kilka razy w historii wystąpiła wymiana paradygmatu kultury. Zawsze wiązało się to z aktualnością pytań o sens świata i istotę człowieczeństwa. Współczesny przełom kulturowy wydaje się najgłębszy, gdyż rewizji poddajemy dwadzieścia wieków historii obciążonej mrokiem chrystianizmu i wypracować musimy propozycję kultury odporną na podobne upadki. Człowiek nagle odkrył, że jest odpowiedzialny za siebie i za cały kosmos, którego stał się świadomością. Kultura natomiast, jako organizm powstały z przetworzonego wolą człowieka kawałka świata stała się kolejnym piętrem ewolucji.

Filozofia Jana Stachniuka dotyczy już bardziej człowieka jako podmiotu organizmu kultury (tego człowieka z rozpoczynającej się epoki), niż dotychczasowego - przerażonego światem zwierzęcia gatunku Homo sapiens. Człowiek zresztą jest nie tylko sapiens, ale przede wszystkim emotionalis i to czyni go zdolnym do ciągłego poszerzania zakresu swojego "ja" o zdobycze kultury i cywilizacji.


"Wspakultura"  jest rozwinięciem rozdziału "Człowieczeństwa i kultury" o tej chorobie  kultury, podobnie jak "Chrześcijańswo a ludzkość" jest rozwinięciem  odpowiedniego rozdziału "Wspakultury".


Zobaczmy, jak rysuje się upadek Rzymu w umyśle św. Augustyna, jednego z jego sprawców: "Cóż takiego w klęsce owej (zburzenie Rzymu przez Alaryka w 410 r., przyp. aut.) wycierpieli chrześcijanie, co by im się na pożytek nie obróciło, skoro tylko w duchu wiary nad tym się zastanawia?"; ("Państwo Boże", I, 9).
(...) Jak wiemy, siły zbrojne Germanów hasających po imperium rzymskim były śmiesznie nikłe. (...) A pomimo to zdobywali olbrzymie terytoria, rojne milionami mieszkańców. Zrozumiemy to, gdy uświadomimy sobie, że "piąta kolumna" krzyża była już wtedy przy władzy. Na rumowiskach cywilizacji antycznej zapadały mroki krzyża.


Głęboka prawda tkwi w porzekadle: Kościół cierpi, gdy nie cierpi. "Chrześcijaństwo a ludzkość" Jana Stachniuka to rewelacja na skalę światową. Takiej teorii chrześcijaństwa, opracowanej ze stanowiska panhumanizmu, nie stworzył dotąd żaden chrystolog, żaden kulturoznawca. Zdobyć się na nią mógł jedynie umysł całkowicie nieprzystępny sugestiom krzyża i spod krzyża, umysł Polaka, a nie polakatolika.

Przedstawiony w niniejszej pracy obraz chrześcijaństwa może spotkać się z zarzutem, iż jest jednostronny. W istocie, jest taki, bo ukazuje chrześcijaństwo, jakim je widzi człowiek zdrowy, panhumanista, który wobec degeneracji człowieka nie zachowuje się biernie, ale z nią walczy.


Książka niniejsza jest początkiem serii prac, zadaniem których jest dokonanie zasadniczego przewartościowania podstaw kultury polskiej. To zaś otwiera z kolei widoki na zdecydowaną przemianę polskiej umysłowości w ogóle.

Taki rzut zamierzeń wynika z odpowiedzi na pytanie: jakie zadanie hierarchicznie najważniejsze stoi przed narodem polskim w obecnym okresie historycznym? Odpowiedź formułujemy następująco: najważniejszym zadaniem jest likwidacja choroby, która od trzech stuleci wyniszcza naród polski; ogniskiem choroby jest system najwyższych wartości, stanowiący podstawę polskiej psychiki zbiorowej; wykładnikiem choroby jest uwiąd cywilizacyjny Polski i klęski polityczne stale w nas godzące; przeciwstawianie się tym klęskom, walkę z tym lub owym wykładnikiem naszego upadku, uważamy za zajęcie jałowe. Chcemy ugodzić w przyczynę, nie zaś widome skutki. Obrazowo mówiąc, uważamy za ważniejsze, ugodzenie w utajone źródło naszej dziejowej niemocy, niż ofiarną walkę z takim lub innym "zaborcą", który był zawsze wynikiem naszego upadku, i to wynikiem naturalnym, tak jak ruch wskazówki na manometrze wskazujący obniżanie się ciśnienia w kotłach maszyn parowych.

Współczesne przeobrażenia społeczno-ustrojowe są szczęśliwym zbiegiem okoliczności historycznych, sprzyjających zamierzonemu dziełu radykalnej odnowy Polski. Trzeba je uzupełnić na "drugim froncie", a tym jest rewolucyjne przeistoczenie naszej tradycji kulturowej. To co nazywamy "polską kulturą duchową", a więc treści tradycyjne, formujące umysłowość mas polskich w ciągu ostatnich dziesięciu pokoleń, to wszystko musi być dogłębnie przewartościowane i przebudowane, gdyż w nich się mieści utajone źródło schorzenia Polski.

Do tego zadania przygotowywaliśmy się usilną pracą. Tajemnica upadku Polski, jak i drogi jej odnowy nie są jakimś typowo polskim zagadnieniem; wręcz przeciwnie, to co z nami się dzieje od stuleci, jest w zasadzie dramatem ogólno-ludzkim. Powszechne jest zjawisko ustawania człowieka w spełnianiu swego posłannictwa. Olbrzymia większość ludzkości zbłądziła, wytwarzając systemy rezygnacji; jednym z nich jest chrześcijaństwo. W wyniku złożonych procesów historycznych, zostaliśmy Zepchnięci w jego zasięgi. Chcąc się wyzwolić z tego zaklętego kręgu należało opanować myślowo istotę naszego położenia na tle problematyki ogólnoludzkiej, zwalczyć niezliczone sugestie kuszące łatwizną, pociągające żywym kolorytem aktualiów historycznych. Przemyślenia obejmujące te sprawy, zamknąłem w pracy pt. "Człowieczeństwo i kultura". To są zasady naszego oglądu świata. Szczegółowsze rozwinięcie pewnej klasy zagadnień przygotowuję w pracy pt. "Teoria wspakultury". Na tych podstawach można oprzeć analizę; problemów polskich. Wspólnym mianownikiem tej analizy jest postulat rewolucji kulturowej w Polsce, jako warunku przeistoczenia charakteru narodowego.

Etapami rewolucji kulturowej będzie analiza choroby dziejowej, przewartościowanie treści tradycyjnych, wytyczenie dróg odnowy, i montaż polskiej ideomatrycy, wspartej na pierwiastkach zdrowia.

Problemat rewolucji kulturowej, jako czołowe zadanie historyczne, przed którym Polska stoi, usiłowaliśmy ująć w jego całokształcie. Stąd wynika swoista architektonika myślowa pracy. Musieliśmy udzielić zbyt wiele miejsca naświetleniu samej genezie zagadnienia; nie łatwo jest pisać o rewolucji kulturowej, gdy opinia publiczna jest z samobójczym uporem nastawiona na konserwację swojej choroby. Pomieszanie pojęć, ocen i hierarchii faktów jest w Polsce straszliwe. Książka jest przeznaczona dla tych nielicznych, którzy już się wyłamują spod hipnozy sił upadku. Służy ona uporządkowaniu zasad, jako wstępu cło praktycznej działalności. Pierwszą fazą tej działalności będzie rekonstrukcja naszego dziedzictwa kulturowego. Do tego zadania już jesteśmy w stanie przystąpić. Ukażą się rychło niespodziewane, zdumiewające perspektywy, wobec których zblednie wszystko, co dotychczas na temat ten myślano i pisano.

Jan Stachniuk



Dzieje bez dziejów. Paradoks pozorny. Paradoks, który swój głęboki sens odnajduje w ostatnich trzech wiekach naszej historii. Paradoks, który zatraca swą paradoksalność w bieżącym nurcie życia polskiego.

Dzieje bez dziejów. Takim określeniem najdobitniej zamanifestować można właściwą postawę uczuciową wobec dziejów, którym brak znamion wielkości. Jest to postawa buntu. Tylko z takiej postawy może zrodzić się wola i czyn, walka o lepsze Jutro.

Wola zrodzona z napięcia uczuciowego tylko wtedy zaważyć może na przebiegu historii, gdy weprze się silnie o intelekt. Złoża duchowe dają energię, skuteczność działania zapewnia poznanie. Poznanie określa ściśle cel i warunki jego realizacji. Historia, tak jak czas, nie zna przerw. Każdy rzut w przyszłość posiada głębokie uwarunkowania w czasach minionych, jak i obecnie przeżywanych. Poznanie, wykrywając związki przyczynowe przebiegających zjawisk życia zbiorowego, daje możność świadomego oddziaływania na tok dziejów po myśli naszych pragnień i wyznawanych ideałów. Te przesłonki uzasadniają trud podjęty przez autora "Dziejów bez dziejów". Praca bowiem ta jest szeroko zakrojoną próbą uchwycenia w zwarty system myślowy rozlicznych powikłań, składających się na całość naszego życia zbiorowego w latach 1600 - 1950, jest to próba wykrycia sił sprawczych, leżących u podstaw przeżywanej epoki. Stąd podtytuł książki: "Teoria rozwoju wewnętrznego Polski".

Oczywistą jest rzeczą, że praca ta, daleka od bezproduktywnego banału naszej oficjalnej nauki historii, czy też komunałów na użytek chwili preparowanych, sięgnąć musiała do samych źródeł, skąd wyrastają siły istotnie czynne w rozwoju Polski. Siły te są duchowej natury. "Teoria" wykazuje jak pod ich działaniem rodzą się nieubłagane a ponure procesy, których nieodwracalność, tak długo jak długo czynne są te siły, jest niemożliwa. Wynika stąd konsekwentna postawa najgłębiej sięgającego rewizjonizmu. Postawa buntu wobec treści duchowych, które powszechnie zwykło się uważać za najwyższy na skali wszelkich wartości. W tym sensie "Dzieje bez dziejów" są zarzewiem głębokich niepokojów ideowych, bez których - trzeba to sobie powiedzieć - nie ma mowy o nawrocie z ahistorycznych bezdroży. Ale w Polsce dzisiejszej takie postawienie problemu jest co najmniej niepopularne. W atmosferze powszechnej sytości duchowej i upojenia prawdami trwającymi od wieków w sklerotycznym zastoju, wszelka istotnie nowa myśl ideowa, burząca martwą toń bezruchu, zyskuje sobie miano "szkodliwych dla Narodu nowinek". Każdej próbie zasadniczej zmiany, gdy już nie sposób nie uznać jej obiektywnej konieczności, przeciwstawia się podstępny chwyt: "Polska nie ma czasu". Ten szantaż ideowy przewija się niezmiennie przez dzieje Polski. Wyostrzony praktyką wieków, tym sprawniej działa dzisiaj. Nic to, że historia powszechna wypełniona jest przykładami, że Narody zawsze od dogłębnych przewartościowań duchowych rozpoczynały swoje wielkie epoki, gdy ich nie stało, następowały nieubłaganie okresy bezdziejów. "Polska nie ma czasu". Potworność tego szlagwortu występuje w całej swej upiornej okazałości, gdy zważymy, że chroni on nie samorodne wartości, nie własne twory genialności Narodu, ale chroni "prawdy" obce, przed wiekami zaszczepione na Jego żywym ciele. Obecna chwila szczególnie sprzyja szermierzom tego hasła. Ale nie trza mieć złudzeń. Zarzewie przemian ideowych jakie mają się zrodzić z myśli rzuconych w "Dziejach bez dziejów", nie wywoła żadnych wstrząsów już dzisiaj, co najmniej byłoby oceniać tę pracę według kryteriów, jakie narzuca bieżąca chwila. Tu raczej należy baczyć, by zachłyśnięcie się bieżącą chwilą nie stało się narzędziem tych sił, które kierowane swym pasożytniczym zmysłem, chwytają każdą okazję dla utwierdzenia się i zwiększenia swego żeru. Te to bowiem siły szczują hasłem: "Polska nie ma czasu". Tu również należy baczyć, zaabsorbowani dniem dzisiejszym, nie zapomnieli o zaczynie dnia jutrzejszego.

Niejednemu czytelnikowi "Dziejów bez dziejów" nasunie się problem pesymizmu i optymizmu. Niejeden czytelnik zbyt pochopnie oceni tę pracę jako wyraz krańcowego pesymizmu. Nic bardziej fałszywego! Pewnie, że wnioski snute na kanwie " teorii wewnętrznego rozwoju Polski" daleko odbiegają od głęboko zakorzenionej w umysłowości polskiej skłonności do samoadoracji, i do wnoszenia własnych cech słabości na ołtarze "świętości narodowych".

"Dzieje bez dziejów" to nie jakaś tam taka, lub owaka ocena polskiej rzeczywistości. "Dzieje bez dziejów" to przede wszystkim teoria, poznanie tego co jest. Ponad zakłamanie łzawego "optymizmu" wyrasta wola opanowania myślowego całości procesów życia Narodu. Od tego ogniwa zacząć musi każde zamierzenie rzutowane w przyszłość. Czyż można nazwać optymistą lekarza, który kaszel chorego na otwartą gruźlicę ocenia jako lekką grypę? Optymistą wydaje się być ten, kto wyrastając ponad komunały niedomówień, zwały tchórzliwych przemilczań, czy uznane powszechnie fikcje, szuka prawdy, choćby najbardziej bolesnej, gdy w oparciu o nią realizować wolę upragnionych zmian. Każda strona "Dziejów bez dziejów" jest wyrazem najśmielszego optymizmu, jest radosnym objawieniem, iż rdzeń Narodu, główne elementy Jego organizmu, są zdrowe, pełne uśpionych sił, zaś tajemnicza choroba, od wieków podcinająca Jego żywotność, okazała się tylko schorzeniem systemu nerwowego - duszy zbiorowej, schorzeniem, którego istotę, gdy się uświadomi łatwo będzie usunąć.

Problem katolicyzmu. Hołdownikom systemu duchowego, reprezentowanego przez katolicyzm, problem ten wyda się być centralną osią pracy Stachniuka. Odpowiednie zresztą sugestie zdołały dość głęboko zapuścić korzenie w polskiej publicystyce. Nic bardziej złudnego! Na sztandarze naszej walki nie ma miejsca na słowo: katolicyzm. Nonsensem jest przypuszczać, byśmy swoje życia oddawali tego rodzaju celom. Tylko patentowani obrońcy "wiecznych praw" mogą uważać katolicyzm za coś czemu warto się poświęcić, już to walcząc z nim, już to go broniąc. Zbyt cenimy swoją wartość, by w naszym stosunku do katolicyzmu przekroczyć właściwe proporcje. Katolicyzm nadęty jest swoimi własnymi kryteriami wartościowania. Nasze kryteria są inne, stąd nie urzeka nas jego "moc". Przedmiot naszych zainteresowań i ukochań leży w innym wymiarze. Gdy jednak w konkretnych warunkach katolicyzm stoi zwadą na drodze do realizacji naszych pragnień i ideałów, poświęcamy mu tyle czasu i trudu, ile wymaga tego skuteczność działania. Nic ponad to.

"Dzieje bez dziejów" Stachniuka ukazują się jako pierwsza publikacja książkowa zespołu ludzi, skupionych wokół miesięcznika "Zadruga". Książka ta wieńczy dwuletni okres działalności publicystycznej, jest jednocześnie zamknięciem wstępnego etapu pracy, który był niezbędny dla samookreślenia się i zarysowania naszej postawy ideowej od strony warunków, w jakich aktualnie żyjemy. Sformułowania tego etapu są jakby negatywem naszych wyobrażeń, które dopiero Jutro nabiorą rumieńców życia. Dokonane już teraz pozwolę uniknąć błędów, zabezpieczą przed zejściem na manowce w drodze do wytęsknionej przyszłości. Ale to jest dopiero wstęp. Zdanie właściwe, niepomiernie ważniejsze leży przed nami. Trzeba teraz dokonać sformułowań własnego światopoglądu, odpowiedzieć napytanie w czym leży sens życia człowieka. Trzeba z kolei dać wytłumaczenie historii jaj podmiotu, jakim jest naród. Wreszcie zarysować trzeba w zawartym systemie myślowym cel dziejowy Narodu i drogi doń wiodące. Trzeba rozwiązać myślowo problem całej Słowiańszczyzny z którą czujemy się organicznie związani - To są zadania i zamiary na najbliższą przyszłość. Dorobek osiągnięty w naszym skromnym zakresie utrwalać będziemy w dalszych kolejnych wydaniach książkowych. Przerwy w czasie wypełniać nadal będzie "Zadruga". My tu przemawiamy za siebie samych. a przecież niepodobieństwem jest żebyśmy siebie, ilu nas teraz jest w zespole, uważali za zdolnych do podołania ogromowi zadań, które muszą być spełnione nim zostanie skończony systemat uzdalniający wolę do skutecznego działania. Jest to bezpańskie pole pracy, które przeorywać muszą wszyscy ci, których mierzi lichota duchowa systemu kulturalnego, na którym wciąż jeszcze wspiera się życie umęczonego Narodu.

Serca nasze biją tęsknotą za Wielkością, za stylem życia polskiego, w którym znojny trud, męstwo i wytężenie człowieka każdą chwilę trwania otoczą blaskami niewysłowionego piękna... Jakże daleko jesteśmy od tej chwili dziś, gdy otacza nas małość, strojna w pontyfikalne szaty! Małość, wszystko co nam drogie swoim całunem pokrywająca, małość co w mroczną otchłań bezdziejów wtrąciła już setki milionów istnień... Rozpocząć musimy nowy wątek życia, życia prawdziwie polskiego.

Zespół "ZADRUGI"




Po  napisaniu "Drogi ..." Stachniuk zaczął pisać "Przyszłość  Słowiańszczyzny". Podobno miał już sporo napisane. Po aresztowaniu  jednak nie udało się odnaleźć nic z rękopisu. Zachował się natomiast  wcześniejszy jego tekst (pisany w czasie okupacji) dotyczący tej  tematyki - "Mit słowiański", ktorego treść miała być włączona w cykl  książek o Słowiańszczyźnie. Nie wiem jak ma się ta wcześniejsza praca  "Przyszłości Słowiańszczyzny, jednak pozostała tylko ona.


Pod  koniec lat czterdziestych Stachniuk zaczął przygotowywać następny cykl  książek, który miał dotyczyć Słowiańszczyzny. Miała tam być analiza  niepowodzeń historycznych Słowian związanych z wypaczeniami charakteru  dokonanymi przez chrześcijaństwo, przebudowa duchowości i wyprowadzenie  Słowian na drogę do cywilizacji opartej na humanizmie.

Z tych zamierzeń zdążył napisać tylko "Drogę rewolucji kulturowej w  Polsce". Praca ta w zamierzeniu miała dotyczyć wyżej przedstawionego  szerszego problemu, ale na wypadek możliwego w każdej chwili  aresztowania przez reżim stalinowski, opracowany już materiał  pospiesznie zamknął w tej książce. Była to, jak przewidywał, ostatnia  napisana przez niego praca.




Jana  Stachniuka można by zaliczyć do nurtu nowżytnej humanistyki, gdyby nie  fakt, że stworzony przez niego system filozoficzny - kulturalizm jest na  tyle spójną i wyczepującą koncepcją iż wykracza poza możliwość  zaszeregowania jej do czegokolwiek - jest początkiem nowego spojrzenia  na świat, człowieka i jego roli w świecie. Skojarzenie z nowożytnym  humanizmem dotyczy zatem tylko podjęcia wyzwania tego kierunku i  wypełnienia jego postulatów w miarę kompletną treścią. Droga rozwoju myśli Jana Stachniuka rozpoczyna się buntem przeciwko  marazmowi polskiego życia. Poszukiwanie przyczym naszej niewydolnosci we  wszystkich dziedzinach życia zbiorowego doporowadza go do odkrycia, w  jaki sposób panująca w społeczeństwie ideologia kształtuje jego  instytucje kulturowe i jakie są tego skutki. Doprowadziło to to  sformuowania oryginalnej teorii kultury obejmującej zarówno możliwości  rozpatrywania rozwoju jak i schorzeń kultury. Jan Stachniuk urodził się w 1905 r. w Kowlu na Wołyniu. Działalność  publiczną rozpoczął  w Poznaniu, gdzie od 1927 r. studiował w Wyższej  Szkole Handlowej. Działał tam w Związku Polskiej Młodzieży  Demokratycznej. Tam też opublikował pierwsze książki: "Kolektywizm a  naród" (1933) i "Heroiczna wspólnota narodu" (1935). Od 1937 wydawał w  Warszawie miesięcznik "Zadruga", który dał początek ruchowi ideowemu o  tej samej nazwie. W 1939 r. w Warszawie wyszły dwie książki Stachniuka  "Państwo a gospodarstwo" i "Dzieje bez dziejów". W czasie wojny  Stachniuk był inspiratorem ideowym Stronnictwa Zrywu Narodowego i Kadry  Polski Niepodległej. Nakładem Zrywu wydał  w 1943 r. "Zagadnienie  totalizmu"  W powstaniu Warszawskim walczył jako szeregowiec i został ranny. Po  wojnie nie udało się wznowić miesięcznika Zadruga, ale zanim stalinowcy  objęli pełnię władzy udało się wydać trzy książki. "Walka o zasady",  "Człowieczeństwo i kultura" i "Wspakultura". W r. 1949 Stachniuk został  aresztowanu i skazany na śmierć w pokazowym procesie politycznym. Wyrok  jednak nie został wykonany i wyszedł na wolność w 1955 r.  lecz nie był  zdolny do jakiejkolwiek pracy. Zmarł w 1963 r. i został pochowany na  cmentarzu na Powązkach.

"ZADRUGA" reprezentuje prąd duchowy, który po raz pierwszy w dziejach kultury polskiej dąży do najgłębszych przewartościowań. Po raz pierwszy w naszej historii od końca XVI w. zespół "ZADRUGI" dokonał krytyki podstawowych wartości składających się na "polskość", wykazując, iż stoją one w rażącej sprzeczności z istotą Narodu Polskiego, z jego wolą ku Wielkości. Jest to wstęp do rewolucji światopoglądowej, do właściwej pracy nad wyłonieniem mitu dziejotwórczego narodu polskiego, nowych ideałów kulturalnych prawdziwie polskich, wysnutych z etnicznej gleby sławiańskiej.
 
Biologia zadrużna

Istnieje tu zasadnicza różnica wobec ideologii rasistowskiej. Dla tej ostatniej hodowla pewnego typu rasowego rozstrzyga problematykę kultury, gdyż wierzy się, iż kultura jest wyrazem duszy rasowej, np. nordycyzmu. Biologia zadrużna stoi na stanowisku, iż rozwiązanie jej zadań jest tylko wzniesieniem szczebla dla właściwej syntezy twórczej. Ożywczy prąd poruszy życie sfery tworzycielskiej tylko wówczas, gdy spełni się jeden z podstawowych warunków: utoruje się mu możność przepływu przez świat chaosu, lub istniejący przewód udoskonali się. Zdajemy sobie dobrze sprawę z tego, iż w najbardziej wyselekcjonowanej rasie, w najwyższym typie bio-psychicznym tkwią zadatki upadku i bezdziejowca. Bezdziejowość jako wyraz dysharmonii ciągu tworzycielskiego czyha nań zawsze. Jest to inna kwestia!

Świat kultury rządzi się autonomicznymi prawami. Możemy nań wpływać za pośrednictwem świadomej polityki biologicznej tylko podporządkowując się warunkom tych autonomicznych praw ciągu tworzycielskiego. Stąd słuszne są obawy, iż osiąganie celu, polegającego na hodowli zdrowego człowieka, może się przekształcić w hodowlę zdrowych, zadowolonych z siebie, tępych bydlaków ludzkich!

Dopiero uprzytomnienie właściwej hierarchii i miejsca, które zajmuje biologia zadrużna w całokształcie kultury sławskiej, obawy te usuwa. Hodowla zdrowych byków ludzkich, o ile nie stworzy się warunków kulturowych przemiany nadmiaru sił w życiowe moce, poruszające mit zadrużny, byłaby ruchem wstecznym, jak to grozi koncepcji rasistowskiej, gdy ona bezkompromisowo zostanie zrealizowana!
Jan Stachniuk – Stoigniew
Pokolenie o nowej postawie wobec życia
 
To co nas najbardziej może różni od pokoleń minionych, to pogarda dla łzawej postawy cierpiętniczej. Czujemy wszyscy, że setki tysięcy ofiar  padają nie po to, by je opłakiwać rzewnie łzami bezsilności, lecz wzywają nas do rewanżu i do wywalczenia przyszłym pokoleniom  szczęśliwych losów.

Stajemy się wobec wrogów naszych i wobec siebie samych twardzi. Wiemy, że jeśli nie potrafimy zbudować własnej siły, jeśli nie potrafimy stworzyć własnej dynamicznej kultury, która zdolna będzie oprzeć się nie tylko  naporowi sił wrogich, ale i dla innych narodów stać się wzorem do naśladowania, to historia zatratuje nasz naród na śmierć, nie dostrzegając ani cierpień pokoleń przeszłych, ani naszych, ani też  pokoleń przyszłych.

Bo historia budowana jest nie przez cierpienia bezsiły, lecz przez dokonania cywilizacyjne i kulturalne, które moc człowieka wobec świata  żywiołów i siebie samego potęgują, które ludzkość na wyższy szczebel  władztwa nad światem podnoszą.

I oto widzimy zjawisko przedziwne

Wygląda to tak, jakby doświadczenia wojenne dopiero Naród Nasz rozbudziły i wyzwoliły jego energię i dynamikę. Poprzez podziemia życia niepodległościowego przepływają setki pism, broszur i ulotek. Wbrew wszelkim wysiłkom wroga, co chwila zderzając się ze śmiercią, wre praca  mózgów, wymiana myśli i przygotowania do walki. Ze wszystkich poczynań  przebija pogarda śmierci i umiłowanie życia i ryzyka i głód za lepszym, bogatszym, wspanialszym i potężniejszym jutrem narodowym.

Ten bezprzykładny heroizm rycerskiego narodu, bez lęku i biadania, kroczącego nad przepaściami zagłady, wskazuje niezbicie, że wart jest On lepszego miejsca w dziejach ludzkości, że miejsce to może i musi On sobie wywalczyć i że do zwycięskiej walki ma wszystkie potrzebne warunki.

Rozwojem i formą kieruje „prawo celu"

Do nowej pozycji Narodu w dziejach prowadzi droga przez: wywalczenie niepodległości, przezwyciężenie „niżu cywilizacyjnego" i stworzenie dynamicznej kultury rodzimej. Dla osiągnięcia tych celów musimy przeprowadzić najpełniejszą mobilizację narodu. Twardy, bezwzględny, nie uznający żadnych przesądów i fetyszy  mózg, musi wyznaczyć nam drogi do celów, ku którym porywa nas wola i serce. Odpowiedzialność za właściwe wyznaczenie dróg spoczywa na przodownikach narodu. Historia wymaga od nich bezwzględnego wyrzeczenia się „gierek małych interesów", rysując przed nimi wielkie cele domaga się od nich charakteru i wielkoduszności - wymaga od nich Wielkości.

Jeśli  - wywalczenie niepodległości - cel pierwszy, najważniejszy, będący warunkiem realizacji celów dalszych jest przez wszystkich, z wyjątkiem oczywistych zdrajców sprawy narodowej, w pełni rozumiany, to wizja celów  dalszych, która już w tej chwili mogłaby oddać wielkie usługi w walce, jednocząc i potęgując emocje narodowe, nie jest przez wszystkich jednako rysowana.

Dzieje się to dlatego, że chociaż konieczność przezwyciężenia niżu cywilizacyjnego, stworzenie dynamicznej rodzimej kultury i budowanie  wielkości narodu jest założeniem, które nie jest i nie może być przez nikogo kwestionowane, to jednak nie wszyscy chcą, czy też nie wszyscy zdolni są jeszcze wyciągnąć z tych założeń pełne i bezwzględne konsekwencje. Zbyt wielu jeszcze spogląda na te cele przez pryzmat  rozmaitych nawyków myślenia i przesądów, które jak wytarte i  beztreściowe liczmany plączą się w polskiej publicystyce politycznej i zaciemniają obraz naszej rzeczywistości i linii rozwojowych, które nasza  rzeczywistość narzuca.

Podstawową zasadą każdej organizacji jest wyznaczenie celów, ustalenie zespołu zasobów i środków i tworzenie dopiero na tej podstawie form organizacyjnych, które mogą najskuteczniej upragnione cele zrealizować.

Forma organizacyjna - ustrój, jest zatem zawsze tylko łożyskiem, przez które  ma przebiegać energia ludzka, dążąca do realizowania celu. Ta  zasada obowiązuje również i przy analizowaniu form państwa i przy  wszelkich badaniach nad zasadami ustroju państwowego. Tego nie można nigdy zapomnieć, jeśli się chce coś rzeczowego i coś wielkiego stworzyć, jeśli się chce uniknąć niekończących się i jałowych sporów o rzeczy  mało ważne i nieistotne.

Państwo jest „nadorganizacją" ze względu na rodzaj swoich celów, nie mniej jednak zawiera ono wszystkie elementy istotne, które tkwią u podstaw  każdej organizacji. Państwo więc jest to zespól środków i form, służących dla realizacji celów (idei) społeczeństwa.

Cele naszego społeczeństwa są - jak powiedzieliśmy - oczywiste i bezsporne, jest to: przezwyciężenie niżu cywilizacyjnego i budowanie wielkości historycznej narodu przez stworzenie, własnej, dynamicznej cywilizacji i kultury, ujmując krótko, celem jest realizacja Polskiego Zrywu  Narodowego.

Szukając form organizacyjnych musimy szukać ich w treści samego celu. Na nic tu nie przydadzą się choćby najlepsze z pozoru, najbardziej uznane, chwałą czy świetnością opromienione formy ustrojowe innych państw, które w procesie historycznym powstały dla realizacji celów dla tych państw najistotniejszych. Na nic tu nawet nie przydadzą się choćby najuczeńsze wywody zagranicznych mędrców, których mądrość wyrastała z ducha, psychiki i doświadczeń ustrojowych państw, których rzeczywistość jest  inna niż nasza.

Nie zdołamy przerwać tragicznego kołowrotu naszej historii, jak długo na cele naszego narodu patrzeć będziemy przez okulary formuł, ukutych na  tle cudzego doświadczenia i rzeczywistości państwowej, i z tępym uporem do własnych celów narodowych będziemy szli koniecznie przez demokrację stylu angielskiego, koniecznie przez zachowanie prawa własności, koniecznie przez pięcio- czy dziesięcio-przymiotnikowe głosowanie, koniecznie przez totalizm czy komunizm, koniecznie przez samorządy, koniecznie przez małe warsztaty produkcyjne, czy też przez jakieś inne  obce „koniecznie".

Nie róbmy z formy celu!

Gotowe formy można przyjmować tylko takie i tylko jedynie wtedy, gdy one mogę zapewnić sprawność realizacyjną celu, ale nigdy dlatego, że one przez kogo innego były już używane i są, uświęcone taką czy inną tradycją. Nie  zasłaniajmy prawdziwych celów narodowych chaosem dyskusyj nad formami, nie pozostającymi z naszą rzeczywistością w żadnym stosunku logicznym. Twórzmy gdzie trzeba nowe pojęcia, nadajmy starym pojęciom  polityczno-ustrojowym taką treść, która zdolna będzie wyzwolić maksymalną ilość energii ludzkiej, zbudujmy taki system form organizacyjno-ustrojowych, które tej energii nadadzą maksymalną wydajność w realizacji Zrywu Narodowego, szukajmy własnego „koniecznego"  układu.

W tej pracy nie można cofnąć się przed zburzeniem każdego nieprzydatnego, a rozleniwionego nawyku, przed zgruntowaniem każdego ogłupiającego fetyszu, tego żąda szczere gorące umiłowanie celu. To jest droga wyzwolenia się z niewolniczego naśladownictwa. Na tych zasadach rodzą się rzeczy nowe, oryginalne, twórcze i wielkie.

Jakże ułatwia pracę mózgu jasne i dobitne zarysowanie celu. Ile energii tak bardzo nam potrzebnej może ono narodowi zaoszczędzić, harmonizując pracę i nadając jej pełne rozwojowe tempo.

Potężna wizja Zrywu Narodowego jak olbrzymi magnes ustawia i szereguje wszystkie wartości, nadaje nową, oryginalną i twórczą treść starym pojęciom szczęścia, wolności, czy demokracji.

Szczęście - szczęście twórców i zdobywców

Jakże daleko odbiega ono obecnie od treści dawnych. To nie jest już sentymentalno-sielankowe marzenie o życiu spokojnym i dostatnim, o ucieczce do dworku wiejskiego, czy rozkosznej wsi polskiej, gdzie człowiek, zamknąwszy się szczelnie od hałasów i „zgubnych” namiętności świata, bezmyślnie trawi swój chleb powszedni. To nie jest szczęście spokoju i „emerytalnych” zabiegów. Wizji jego nie koronuje pragnienie zabezpieczenia starości i zdobycie willi w Konstancinie. Nie jest to szczęście dosytu, przeplatanego melancholijnym znudzeniem, czy szczodrze okraszonego hulanką. Nie jest to już szczęście „indywidualizmu  wegetacyjnego”.

Rodzi się nowa wizja szczęścia, a jej symbolem rozmach, praca, zdobywczość, twórczość, jej znamieniem i zawołaniem potężny rytm – tempo.

Wizja Zrywu Narodowego to ruch, to pęd, to naprężona wola, umysł i serce, to napięte mięśnie człowieka, upotężnione stokrotnie stalą trybów przekładni, dźwigarów, to stalowa burza, huragan pracy, to nawałnica cementu i żelaza, to romantyka walki człowieka z oporem materii, z chaosem żywiołów świata. To poezja hal fabrycznych, to śpiew maszyn, traktorów, samolotów, to piękno stadionów i bieżni, to wzniosłość  laboratoriów, instytutów i uczelni. To orgia światła i ognia, urody i piękna, siły i mocy, pracy i walki o pełniejsze, bogatsze i wspanialsze człowieczeństwo.

Szczęście to nie jest zespól dogodnych warunków stałych, w których człowiek może tkwić i szczęścia bezruchu zażywać. Jakże kruche jest to szczęście bezzębne, gdzie nuda, gdzie przesyt i bezcelowość lub napór świata  zewnętrznego w każdej chwili może to szczęście rozwalić.

Szczęście pełne może zrodzić się tylko wtedy, gdy ujrzymy wielki wspaniały cel, gdy cel ten w sercu naszym ogień rozpłomieni, gdy życiu naszemu pełny  sens i wartość nada, - gdy na szalę realizacji tego celu rzucimy wszystkie swe wysiłki i pracę, gdy duszę swą temu celowi oddamy, gdy cel  zacznie się realizować, gdy ta sama wola i to samo uczucie ogarnie miliony współrodaków, gdy miliony serc i mięśni jednym rytmem czynów  uderzą. Wtedy olśni nas niewypowiedziane szczęście. Takie szczęście przeczuwamy i za nim tęsknimy wszyscy.

Szczęście to wspaniała wizja celów, rozbudzone w nas emocje realizowania tych  celów i wysiłek życia uzgodniony z wizja celów i nurtujących w nas emocji.

Wolność - wolność pracy i tworzenia

Słowo zawierające w sobie nieraz moc prawie magiczną. Tylko treść jego jakże często jest różnoraka, jak często nawet jałowa i nietwórcza. Nie ma bowiem wolności jednoznacznej i niezmiennej w swej treści dla wszystkich czasów i ludów. Wolność starożytna, helleńska, to prawo jednostki do kompletnego i  nieograniczonego włączenia się jednostki w życie społeczno-państwowe.

Przeciwieństwem jej jest wolność anglosaska, pojęta jako prawo jednostki do jej najpełniejszego rozwoju indywidualnego, przy czym treścią tego indywidualizmu jest zdobywanie i podporządkowywanie swemu władztwu otaczającego świata żywiołów i ludzi. Na tak ujętej treści wolności jest oparty ustrój państwa angielskiego, którego pierwotnym celem i  założeniem (w epoce demokratyzmu) staje się zabezpieczenie rozwoju  indywidualnego jednostki. Państwo staje się tylko „nocnym stróżem”,  który ma stworzyć jednostce dogodne warunki wyładowania jej aktywności.

Jeśli chodzi o nas - to o ile nasze tradycje walki o wolność - niepodległość mają za sobą najwspanialsze karty, to treść społeczna wolności  przedstawia obraz wręcz odstraszający. Fundamentem  naszego rozwoju nie jest indywidualizm typu anglosaskiego - zdobywczy i dynamiczny, lecz „indywidualizm wegetacyjny” – bierny, atwórczy. To też wolność, która w demokratycznym ustroju anglosaskim była polem do działania indywidualnego, u nas zawsze miała charakter „wolności od  wysiłku” - od pracy i od wszelkich ciężarów i obowiązków. Wolność był to zakaz wtrącania się przez kogokolwiek w „wegetacyjny indywidualizm” jednostki biernej i sobiepańskiej, zamiast wolności jednostki „do czegoś”, była to tylko wolność jednostki „od wszystkiego”.

Skoro nasze tradycyjne ujęcie wolności było jednoznaczne z biernością, marazmem czy anarchią, to miejmy odwagę wyciągnąć z tego konsekwencje. Powoływanie się na tradycję nie może nas zaślepiać, bo złe i zgubne  tradycje są nie po to, by je gloryfikować, ale aby je radykalnie  zmieniać. Przestańmy bezmyślnie powtarzać słowo „wolność” - uczyńmy z niego narzędzie walki przez nadanie mu określonej nowej treści.

Celem naszej wolności nie może być panoszenie się „indywidualizmu wegetacyjnego” - który nie jest już dla nas szczęściem. U fundamentów nowej treści wolności leży nowa wizja szczęścia. Tę nową wizję szczęścia wyznacza nam Zryw Narodowy jako dziejowy cel narodu i tęsknoty w duszy narodowej rozbudzone. Aby zdobyć szczęście musimy mieć społeczne warunki, zapewniające realizację celu, możność takiego życia i  działania, które by zaspakajały tęsknoty. Wolność to taki układ  ustrojowo-społeczno-polityczny, w którym życie nasze będzie mogło  kształtować się wedle nowej wizji szczęścia. Poczucie wolności  zdobędziemy wtedy tylko, gdy formy ustrojowe stworzą tego rodzaju warunki dla każdej jednostki, w których zostanie ona włączona w rytm realizacji przeznaczeń narodowych. Pozostawienie jednostki poza tym rytmem jest jednoznaczne z pozbawieniem jej wolności. Wolność pracy i tworzenia jednostki, wtopionej w powszechny rozwój narodu, staje się w tych warunkach najgłębszą treścią i sensem wolności.

Wolność bowiem to funkcja celów narodowych i to tylko stanowi istotę niezmienną wolności, sama jej treść jest zmienna i zależna od treści celów narodowych.

Demokracja - demokracja dynamiczna

Jest to słowo, które chętnie łączy się ze słowem wolność. Zapatrzeni we wzory angielskie czy francuskie, przyzwyczailiśmy się utożsamiać ją z pewnym formalnym przede wszystkim układem stosunków społeczno-politycznych. Ze szkodą dla samej treści zepchnęliśmy ją na  szańce walki o ilość przymiotników głosowania. Walcząc o rzeczy drugorzędne, gubiliśmy ducha demokracji.

Ustrój demoliberalny jest wytworem historycznym. W określonych warunkach historycznych służył określonym celom. W Anglii np., jak już powiedzieliśmy, wolności jednostki i jej swobodnemu rozwojowi. W założeniu swoim miał on zrealizować piękną zasadę „równości” i „sprawiedliwości społecznej. Nie ziścił on jednak pokładanych w nim nadziei - nie zapewnił sprawiedliwości społecznej i politycznej, przeciwnie z rozwojem kapitalizmu stał się jaskrawym zaprzeczeniem, sprowadzając świat robotniczy do rzędu towaru, regulowanego prawem  podaży i popytu.

W Polsce przy nastawieniu „indywidualno-wegetacyjnym" było jeszcze gorzej. Szerokie masy robotniczo-ludowe pozostawały w bezruchu. Za fikcyjną zasłoną formalnego demokratyzmu. Właściwie naród cały  pozostawał w uśpieniu, gdy tymczasem świat pędził naprzód, gdy inne  państwa przyjęły najpełniejszy bieg dynamizmu mas.

Rozbudzone wojną masy polskie nie dadzą się już ułożyć do spokojnej, beztroskiej drzemki. Jeśli nagromadzone emocje nie mają wyładować się w ślepej eksplozji, trzeba je skierować na drogę realizacji wielkich celów narodowych i umożliwić przejęcie przez masy odpowiedzialności za realizację tych celów.

Zryw Narodowy stanie się rzeczywistością historyczną, gdy w jego realizację zostanie włączony cały naród. Jest on zatem już w swym założeniu i  treści najbardziej i najgłębiej demokratyczny, gdyż na dziejową arenę wyprowadza zaktywizowane, szerokie masy robotników, chłopów i młodzieży, jako przodowników i pionierów przyszłości.

Stojąc przed ogromem zadań i celów naród nie może być ujmowany inaczej jak  tylko jako Bezklasowa Wspólnota, gdzie nie ma przywilejów, stanów i przedziałów klasowych. Cele wymagają pełnego wyzyskania wartości każdej jednostki, a zatem jedynym tytułem do przodownictwa mogą być tylko zdolności, wola i charakter.

Oczywiście postulaty te pozostałyby zawsze fikcję, gdyby nie znalazły właściwego rozwiązania w układzie stosunków ekonomicznych. Prawo rozporządzania  dobrami produkcyjnymi musi przejść na Wspólnotę, jednostka może nimi dysponować tylko w imieniu Wspólnoty i wedle praw, wypływających z celów Wspólnoty, a zatem stosunek jednostki do dóbr produkcyjnych może być tylko funkcją społeczną lub ograniczonym posiadaniem ale nigdy samowolną własnością.

Na takim fundamencie jedynie można zrealizować zasadę sprawiedliwości społecznej, polegającej na tym, że każda jednostka otrzyma pełne i jednakowe możliwości rozwoju, a z chwilą osiągnięcia dojrzałości zajmie w społeczeństwie miejsce, odpowiadające jej wartości, podstawę tak ujętej sprawiedliwości społecznej jest hasło „równości startu życiowego”. Ten układ podniesie również wysoko godność pracy, która nie wykonywana już przez człowieka w interesie innego człowieka, lecz dla dobra Wspólnoty, w spełnianiu najwyższych celów narodowych nabierze charakteru pełnej wolności pracy i powagi wprost sakralnych przeznaczeń człowieka.

„Demokracja dynamiczna” to oparty na zasadzie „Wspólnoty bezklasowej” układ społeczno-polityczny, zapewniający każdej jednostce właściwy udział w rozwoju społeczeństwa i realizujący sprawiedliwość społeczną przez  równość startu życiowego.

Przedstawicielstwo Narodowe - Izby Planowania i Kontroli

Wizja Zrywu Narodowego jako dziejowych celów narodu przy szerszym, a nie bałamutnym wyciągnięciu konsekwencji z tych celów nie tylko pogłębia treść i nadaje jednoznaczny sens obiegowym pojęciom politycznym, które stanowią mechanizm regulowania emocji społecznych i tworzą zręby założeń  ustrojowych, nie jest ona niemniej owocna przy analizowaniu form konkretnych instytucyj państwowych.

Weźmy dla przykładu instytucję Sejmu i Senatu. Jakże wyraziście czujemy, że instytucje te są nieraz celem dla samych siebie, a nie spełniają tej  roli, jaką winny spełniać. W Pierwszej Rzeczypospolitej Polskiej rozróżnienie na dwie izby  ukształtowało się na tle wałki o demokrację szlachecką. O ile Sejm reprezentował interesy szlachty, to Senat interesy możnowładztwa. Jest to zatem produkt historyczny, zrodzony z walki o określone cele. Podobnym produktem historycznym jest parlament angielski, który zresztą wykazał największą zdolność przystosowania się do zmieniającej się rzeczywistości narodu.

Parlament ten stał się wzorem dla innych państw i natchnieniem dla teoretyków ustroju demokratycznego. I oto obserwujemy jakże często obraz najwyższej  tępoty w naśladownictwie. To co było w Anglii produktem historycznym, nieraz nawet tam instytucją niezbyty sprawnie funkcjonującą, dla innych stało się „absolutem” ustrojowym, chociaż rzeczywistość i cele narodowe były bardzo dalekie od stosunków angielskich.

Przed wojną mieliśmy dwie izby Przedstawicielstwa Narodowego. Dlaczego dwie a nie jedną? Chyba nikt tego sensownie wytłumaczyć nie potrafi. Obie prawie niewiele różniły się co do swego składu osobowego, a nawet z wyjątkiem okresu ostatniego co do zasad wyboru, obie spełniały zbliżone funkcje a razem biorąc stanowiły aparat bardzo ciężki, a mało przydatny.

Z konieczności istotne prace ustawodawcze przebiegały i musiały przebiegać poza ramami sejmu. Zarzuty, jakie stawiano parlamentaryzmowi wszędzie, a u nas w szczególności nie były wcale bagatelne i niechaj  nikt się nie łudzi, że odrodzony parlamentaryzm tradycyjny zmieni nagle  swe wady na nieocenione zalety. Gorzkie rozczarowanie nas spotka, jeśli nie podejdziemy do rozwiązania tej sprawy twórczo i z jednym naczelnym założeniem celów, jakie Przedstawicielstwo Narodowe ma spełnić.

Zawarte w Zrywie Narodowym dziejowe cele wymagają dwojakiego ujęcia techniczno-organizacyjnego i polityczno-ideowego. Tu tkwi podstawowa zasada podziału Przedstawicielstwa Narodowego na dwie izby. Druga zasad wynika z nowego podziału funkcji państwowych. Monteskiusz zapatrzony w stosunki angielskie postawił zasadę rozdziału władzy ustawodawczej i  administracyjnej, bo to najtrafniej ujmowało ówczesną ewolucję  stosunków. Obecnie podział ten jest teoretycznym anachronizmem. Ustawodawstwo coraz ściślej wiąże się z administracją i coraz pełniej  występuje organiczna współzależność tych funkcji. Obecnie funkcji ustawodawczo administracyjnej jaskrawo przeciwstawia się funkcja  kontroli. Na logice tych założeń oparty być winien podział parlamentu na dwie izby i sprecyzowany charakter tych izb. Sejm winien objąć funkcję  techniczno-organizacyjną i ustawodawczą, Senat ideowo-polityczną i kontroli.

Sejm zatem, to Izba, w której skład wejdzie szeroki wachlarz fachowców, organizatorów i specjalistów. Jeśli naturalną tendencją jest, że każdy  resort będzie dążył do stworzenia jakiejś Rady Planizacyjnej (ta tendencja w tej czy innej formie była już przed wojną), to Sejm pełniłby funkcje Naczelnej Rady Planizacyjno - Ustawodawczej, do której poza  członkami poszczególnych Rad Planizacyjnych mogliby być powoływani  fachowcy i rzeczoznawcy z instytucyj gospodarczych i naukowych. Taki  skład Sejmu stworzyłby celową realną instytucję narodową i rzeczywiste prace państwowe sprowadzałby w ramy legalizmu. Ta tendencja występuje w całym szeregu innych państw. Niepowiązaną ustrojowo, namiastkę tego typu Sejmu mamy choćby w Ameryce w  rooseveltowskim „truście mózgów”.

Senat oparty na powszechnych wyborach, zbudowany na zasadach ideowo-politycznych byłby przede wszystkim narodowym ramieniem kontroli, ośrodkiem ścierania się opinii społeczeństwa i ogniskiem napędu  ideo-politycznego.

Oczywiście dla tych, którzy doktryny i ustroje nie będą tworzyć samorodnie z zasad naszej rzeczywistości i z celów, stojących przed narodem, takie ujęcie problemów będzie naruszaniem „świętości”, gwałtem wobec takiego czy innego fetysza. Lecz baczcie, by ciasnota doktryn nie stała się gwałtem  dla najżywotniejszych celów narodowych.

Zryw Narodowy to zuchwała ambicja stworzenia polskiej doktryny, dla której wszystkie inne mają wartość o tyle tylko, o ile są odpowiednim surowcem do wykorzystania w naszej rzeczywistości i dla naszych zadań dziejowych w ramach naczelnych założeń tej polskiej doktryny.
Parom Pohanský duch official video
Wróć do spisu treści