Naród bez świadomości narodowej - ZADRUGA

Przejdź do treści

Naród bez świadomości narodowej

Kneziowie Zadrugi > Kneź Stoigniew - Jan Stachniuk
 
Naród bez świadomości narodowej

 
  Rwący strumień historii rysuje się jako nieskończona masa barwnych szczegółów. Utrudnia to dojrzenie właściwego nurtu. Dlatego tez musimy zdobyć się na dystans w stosunku do rzeczywistości, by ujrzeć w niej to, co jest ważne, to co o przyszłości będzie decydować.

  To co dziś się dzieje, polega na łamaniu form dotychczasowego bytowania ludzkości, i w tworzeniu nowych, w których by człowiek mógł określić się, spotęgować swą moc, zbliżyć się do swego przeznaczenia. Na tej drodze musi stoczyć walkę z małością, która znajduje się nie tylko na zewnątrz w świecie rzeczy i ludzi, ale i przede wszystkim w sobie samym To co w człowieku jest balastem zwierzęco roślinnym, zostało przed paru tysiącami lat ujęte w system światopoglądowy, który straszliwie na historii nie tylko naszej, ale i wszystkich narodów aryjskich. Dzieło to zostało dokonane przez judejczyków, owych genialnych reprezentantów i interpretatorów małości człowieczej.

 
  Świat dąży do wielkości. Nie upajanie się uczuciem bezbrzeżnej słabości, nie rozkoszowanie się odczuciem nędzy istnienia jest tonem nadciągającej epoki dziejów. Postawa heroiczna wobec bytu, nacisk na rzeczywistość w kierunku ukształtowania jej w ten sposób, by wola mocy, wola twórczości miała przebieg, by przestała być gestem lub wizją poetycką izolowanej jednostki, oto kierunek przemian.

 
  Pascal, na którego tak chętnie się niektórzy powołują, pewnego razu w zachwyceniu rzekł: "choroba, oto stan naturalny prawdziwego chrześcijanina". Słusznie. System światopoglądowy, który musi być zlikwidowany w kulcie słabizny, w upojeniu się swoja nicością, pokorą, swoją istotę najlepiej określa.  

 
  Jesteśmy dziś w fazie przemian, znamionującą się tym, iż napór zduszonych mocy, o prawdziwym człowieczeństwie, i heroicznej postawie decydujących, ze szczególną gwałtownością wydobywa się na powierzchnię życia, łamiąc misterne pieścidełka dorobku cywilizacyjnego karłów.

 
  Postawa heroiczna, jako ton moralny prawdziwego , nie skaleczonego człowieczeństwa, wyrazić się musi w woli twórczości, w woli spotęgowania życia. Potęgować zaś moc życia, można tylko poprzez istotę narodu, jako tego co jest wiecznotrwałe, a składa się z przemijających, zawsze śmiercią kończących swoje bytowanie, jednostek. To jest postawa moralna, śmierć, nicość i nędzę indywidualnego trwania, pojedynczej powłoki cielesnej, przezwyciężająca, na jej grobie swój radosny tryumf głosząca. I to jest istotą naszego nacjonalizmu, istotą świadomości narodu, którą chcemy upowszechnić.

 
  Gdy teraz spojrzymy na te treści duchowe, które dziś w Polsce powszechne miano "polskości", "polskiej świadomości narodowej" z niemałą pewnością siebie noszą, ogarnia nas uczucie grozy. Z poczuciem sytości, spokoju, owszem nawet zadowolenia, twierdzi się, iż "dusza narodowa" jest dogłębnie katolicka, iż katolicyzm jest rdzeniem polskości. Z tą samą dumą, rozrzewnieniem, ba, łzami zmarły papież Pius XI potwierdził starą prawdę, iż katolicy są nasieniem duchowym Abrahama, katolicyzm - duchowym semityzmem. Katolicyzm tak głęboko się wgryzł w świadomość narodową, iż tożsamość duchowego semityzmu i polskości opinia publiczna traktuje jako powód do dumy. Przyznajemy, że jest to konsekwentne. Ale w takim razie konsekwentne są również i skutki tego stanu rzeczy: epoka saska, niewola, dzisiejsza recydywa saska i to wszystko co nas otacza, co budzi koszmarne przypomnienia.

 
  Zestawiwszy to cośmy powiedzieli o istocie świadomości narodowej, o istocie naszego nacjonalizmu, z tym co współcześnie bluźnierczo miano "polskości" nosi, wyciągnąć możemy jeden nie odparty wniosek: naród polski jest pozbawiony świadomości narodowej. To co "świadomość narodową polską" według fasonu "odwiecznych prawd" przed naszymi oczyma udaje, z nacjonalizmem nie ma nic wspólnego. Może tylko szalbierczo używaną nazwę. Ale tym samym stwierdzamy grozę położenia. Skoro bowiem naród jest pozbawiony świadomości narodowej, skoro duszę jego wypełnia i o jej istocie stanowi to co jest zaprzeczeniem nacjonalizmu, tym samym jesteśmy zepchnięci już nie na bezdroża nawet, lecz na szlak diametralnie przeciwny temu kierunkowi, który wielkość nadchodzącej epoki oznacza. Mówi się nam, że Polska powinna kroczyć drogą "własną", droga prawd chrześcijańskich, gdyż tylko to da jej moc, uchroni od wciągnięcia w łożysko innych cywilizacji. Przed dziesięciu laty jeszcze, wbijano nam w głowy, na ławie szkolnej, zasady historiozofii "wieszczów" narodowych, według których Polska upadła dlatego tylko, że rozwijała się według innych zasad, niż bezbożni, pohańscy sąsiedzi; Polska realizowała życie publiczne na zasadach chrześcijańskich, sąsiedzi zaś pohańskich, na przemocy opartych, a ponieważ wyprzedziła w chrześcijańskości Europę i sąsiadów musiała upaść. (A. Mickiewicz, Wykłady paryskie z r. 1842).

 
  Realizacja "katolickiego państwa narodu polskiego" ozdobiła więc nasze skronie koroną "Chrystusa Narodów" i błogością niewoli. Słodycze tego finału saskiego, dziś w okresie recydywy saskiej wymownie dziesiątki tysięcy ambon zachwala. Są to naturalne, nieubłagane konsekwencje pozbawienia narodu świadomości narodowej, z postawy heroicznej wobec bytu, wysnutej.

 
  Cały nasz wysiłek musi zdążać w kierunku odzyskania swej własnej, nie z nazwy tylko polskiej, świadomości narodowej. Znaczy to, iż musimy sięgnąć do korzeni naszego bytu zbiorowego, do korzeni biologii, w ziemi polskiej tkwiącej. Musimy zaczepić o ziemię w której leżą prochy niezliczonych naszych przodków, musimy wchłonąć w duszę nieme wołanie cieniów naszych praojców, rzucających nam nakaz czynienia życia rosnącej, potężniejącej lawinie podobnym.

 
  Dzieło to musi być tworzone od podstaw. Sięgamy wiec do okresu naszych dziejów, kiedy to produkty duchowe skoncentrowanej małości judejskiej, nie zatruły ośrodków nerwowych duszy zbiorowej Lechitów. W jej prymitywnej, mocarnej postaci, szukamy tego tonu, który dziś coraz potężniej w naszych sercach rozbrzmiewa. Wola wielkości, wola stworzenia koncepcji życia narodowego, w którym postawa heroiczna człowieka wobec bytu, przestanie być intruzem, pustą ozdobą "szarzyzny" dnia codziennego, oto nasz najbliższy cel. Trzeba więc mieć wizję celu walki, plan akcji dziejowej. Fundamentem jej jest głos krwi, ten, który przed wiekami pchnął Słowian na podbój Europy. Dziś ta sama wola władcza każe nam tworzyć gmach kultury polskiej, z pierwiastkowego wątku słowiańskości swój ciąg prowadzącej.

 
  Zarodki nowego wątku dziejów polskich, a jednocześnie Słowiańszczyzny począć musimy w naszych sercach w stanie największej ekskluzywności wobec atmosfery duchowych płazów, mrowiem nas otaczających. Dziś wytężamy się nad tworzeniem embrionu polskiej świadomości narodowej, której zadaniem będzie wyprowadzić Polskę z niewoli egipsko - judejskiej karłów, ku słońcu Wielkości.

Wróć do spisu treści