Ideał społeczno-polityczny w świetle polskiej ideologii grupy - ZADRUGA

Web site visitor IP alerts
Przejdź do treści

Ideał społeczno-polityczny w świetle polskiej ideologii grupy

 
Gdybyśmy każdy artykuł w „Zadrudze” rozpoczynali od wskazania na wagę i doniosłość wpływu jaki ma ideologia grupy na tok stawania się rzeczywistości narodu w warunkach historycznych to i bodaj wtedy czytelnik nie miałby prawa obwiniać nas o zbyt uporczywe powtarzanie się i przesadę w traktowaniu tego problemu. Tak ważny on jest, a tak ogólnie u nas niedoceniany.

Ideologia grupy jest tym motorem duchowym, który wypełniając duszę zbiorową narodu przekształca formy i treść jego bytowania wg właściwych sobie wzorców-ideałów. Warunki geopolityczne, cechy rasowe stanowią właściwie jedynie tło i materiał surowy, żywy zaś rytm historyczny narodu powstaje pod decydującym oddziaływaniem postaw duchowych, ożywiającym przeciętną społeczną. Marksistowska koncepcja materializmu dziejowego w sposób niefrasobliwy odwróciła sprawę. Nie determinizm rozwoju ekonomicznego stwarza życie duchowe, kulturę, ale odwrotnie: wartości duchowej natury człowieka stanowią zasadniczy motor rozwoju historycznego narodu, a więc i jego gospodarstwa. Jest niewątpliwym, że warunki ekonomiczne z kolei potężnie oddziałują na inne dziedziny życia grupy społecznej, lecz to są skutki wtórne. „Dwom wielkimi czynnikami kształtującymi dzieje świata były religia i życie gospodarcze... Religijne motywy mają większą intensywność niż ekonomiczne” (1.

Znakomity socjolog Max Weber w gruntownych analizach dowiódł olbrzymiego wpływu jaki wywiera religia na kształtowanie się psychologii gospodarczej narodów... Kapitalizm jako kategoria dziejowa, która przeorała życie ludzkości, jest niewątpliwie dzieckiem protestantyzmu... który poprzez ascetyczne pojmowanie życia, wskazuje drogę do zbawienia we wzmożonej pracy, mogącej się wyrazić w skutecznym powołaniu zawodowym... Dlatego... Kapitalizm był ustrojem, wyrosłym na trzonie duchowym narodów anglosaskich” (2.

Potężny prąd duchowy wynikający z Odrodzenia i Reformacji stał się siłą, która pchnęła rozwój Europy na nowe tory. Kapitalizm w gospodarstwie, liberalizm w polityce i indywidualizm w kulturze to tylko wyrazy na oznaczenie nowych form i nowych treści życia zbiorowego, wyrosłych w Zachodniej Europie na gruncie dogłębnych przemian duchowych, uwieńczonych Wielką Rewolucją. Tak w Zachodniej Europie! A w Polsce? Jakże odmiennym nurtem potoczyła się nasza historia. Słabiutkie refleksy rewolucyjnych wstrząsów w postaci płytkiego nowinkarstwa w niczym nie osłabiły właściwego Polsce nurtu kulturalnego, który znalazłszy swe źródło w katolicyzmie zestalił się już do przełomu XVI wieku na tyle, że od tego czasu w sposób gwałtowny niemal poczyna przekształcać całokształt polskiego życia na swoją modłę.

Ideologie grupy, mając już swoje naturalne siedlisko – naród, poczyna swą skuteczną pracę. Przedmioty jej oddziaływania to przede wszystkim polityka i gospodarstwo. To też kierownicze zasady i tendencje tych dziedzin można wydedukować z zasad panującego systemu światopoglądowego, wnikliwa zaś obserwacja zachodzących zjawisk w konkretnych warunkach przy uwzględnieniu przypadkowych odchyleń da nam ich potwierdzenie.

Taką metodą posługując się, w dwóch poprzednich numerach „Zadrugi” Jan Stachniuk ustalił zasady kierujące rozwojem gospodarstwa polskiego. Wychodząc z praprzyczyny – zasadniczych cech charakteru narodowego polskiego, a w szczególności od postawy duchowej przeciętnej społecznej wobec zjawisk gospodarczych nazwanej „wola minimum egzystencji” śledzimy rozwój polskiego gospodarstwa, jak poprzez szereg ogniw ewoluuje ku biegunowi tomistycznemu. Biegun tomistyczny to ideał gospodarstwa polskiego w świetle polskiej ideologii grupy.

Autor posłuży się podobną metodą, przy czym temat artykułu zostanie wyczerpany w trzech częściach. W części pierwszej, przyjąwszy jako dane zasady polskiej ideologii grupy będziemy usiłowali wydedukować z nich z kolei zasady, wg których winna się ukształtować organizacja społeczno-polityczna narodu, by jej ostateczny obraz stanowił jak najpełniejszą harmonię z postawami duchowymi przeciętnej społecznej, tą ideologią ożywionej. Część druga artykułu poświęcona będzie epoce saskiej, okresowi naszej historii, w którym ideał społeczno-polityczny uprzednio przedstawiony został dotychczas najpełniej zrealizowany. Na koniec, będziemy starali się udowodnić, że w okresie niepodległego państwa (od r. 1918) wystąpiła nader wyraźna tendencja rozwojowa, wskazująca na to, że „recydywa saska” obejmuje, poza gospodarstwem, również dziedzinę polityczną życia polskiego.

* * * * *

Najbardziej fundamentalnym założeniem panującego w Polsce światopoglądu jest personalizm katolicki. (patrz art. pt. „Zasadnicza antynomia dziejów Polski – Nr 1 „Zadrugi”). Włączenie tego zasadniczego elementu do systemu duchowego przeciętnej społecznej, że postawa typowego Polaka wobec wszelkich zjawisk zorganizowanego życia społecznego nacechowana jest nadrzędną pozycją jednostki. Prymat jednostki wobec grupy – narodu znajduje uzasadnienie w przeświadczeniu, że człowiek, ściślej dusza ludzka, będąca odbiciem Boga stanowi najwyższą w skali przyrodzonej i nadprzyrodzonej wartość. W tej zasadnie dogmatycznej znajduje źródło również postulat miłości i sprawiedliwości, sprowadzający się jednak w konkretnych warunkach jedynie do roli nakazu moralnego.

Celem ostatecznym człowieka w świetle zasad katolicyzmu jest zbawienie wieczne. Temu celowi wszystko w życiu doczesnym winno być podporządkowane. O zbawieniu decyduje ostatecznie sama jednostka w tym znaczeniu, że bez jej udziału, bez czynnej z jej strony woli nie może osiągnąć zbawienia. Jednostka sama obiera sobie drogę do zbawienia. Powyższe kanony dogmatyczne katolicyzmu stanowią dalsze uzasadnienie zasady prymatu jednostki, a jednocześnie z nich logicznie wynika postulat wolności, w blasku której jednostka obdarzona przez Boga wolną wolą ma dążyć do jedynego celu. Zasada wolności jednostki stanowić musi fundament wszelkiej organizacji społecznej, a więc i państwa, skoro chcemy by organizacja ta realizowała pełną harmonię z wyżej wyliczonymi zasadami światopoglądowymi.

Zasady wyżej wytłuszczone wytyczają ogromny zakres swobody jednostki po to, by ta w sposób najskuteczniejszy osiągnąć mogła cel ostateczny – zbawienie, to zaś człowiek osiąga drogą pracy wewnętrznej na d sobą. Kontemplacja jest najskuteczniejszą drogą do zbawienia duszy. Oddawanie się sprawom doczesnym nie powinno wykraczać ponad konieczności życiowe.

System duchowy człowieka, wsparty o prawdy katolicyzmu sprawia, że organizacja społeczna jest właściwie dlań zbędną. Społeczeństwo złożone z takich jednostek nie potrzebuje właściwie żadnej organizacji – w sensie pozytywnym. Jedność, jaką reprezentuje naród rozbija się na atomy, gdyż każdy człowiek – atom cel ostateczny życia doczesnego osiąga sam, we własnym niejako zakresie. Założenia personalistyczne sprowadzają w naturalny sposób atomizację społeczeństwa, tzn. stan przeciwny jedności, choć nie wykluczający „jednakowości”. Przy czym w tym ostatnim wypadku zachodzi przerażające „równianie w dół”. Pozwalam sobie zwrócić na ten moment uwagę Pana Eug. Myczki, który polemizując z „Zadrugą”, stwierdził w „Kulturze”, że właśnie katolicyzm stwarza jedność.

* * * * *

Wypada z kolei zastanowić się nad formą idealnego ustroju społecznego, ustroju, który swą konstrukcją wspierał się o wskazane wyżej elementy katolickiego światopoglądu społecznego, jednoznacznego od kilku stuleci z takimże światopoglądem polskim, co należy mieć na uwadze.

Przez idealny rozwój społeczny rozumiemy w tym wypadku taki ustrój, który stanowi pełną harmonię z postawami duchowymi przeciętnej społecznej i ku któremu jednocześnie, jako ku biegunowi zmierza ewolucja form społecznych wskutek naturalnego oddziaływania systemu duchowego, składającego się na ideologię grupy.

Od strony ekonomicznej problem ten został już omówiony w poprzednich numerach „Zadrugi”., przypominamy tutaj tylko, że ideałem ustroju gospodarczego w świetle polskiej ideologii grupy jest „biegun tomistyczny” opracowany teoretycznie przez Św. Tomasza z Akwinu i Encykliki papieskie. (oczywiście w innym świetle aniżeli czyni to „Zadruga”, która usiłuje pokazać drugą stronę medalu).
Cel społeczeństwa winien być ten sam co jednostki” (3 - pisze Św. Tomasz.

Natura nie stworzyła społeczeństwa po to, aby człowieka uczynić jego poddanym, lecz po to, aby człowiek znalazł w nim i przez nie środki, zdolne do zapewnienia mu osiągnięcia swego celu(4 - pisze papież Leon XIII.

Zaś „cel człowieka w istocie, jego cel pełny nie zasadza się jedynie na używaniu dóbr ziemskich, ale w pierwszym rzędzie na osiągnięciu żywota wiecznego poza grobem” (5

Jeżeli przyjmiemy skromnie, że państwo jest organizacją grupy społecznej, mającą na celu zaspokojenie politycznych potrzeb swoich obywateli, to w świetle wyżej przytoczonych autorytatywnych cytat łatwo pojmiemy mizerniutką rolę państwa skoro ono obejmuje obywateli wychowanych i przepojonych systemem duchowym, wspartym o „wieczne” i „niewzruszalne” prawdy katolickie.

Państwo nabiera charakteru „stróża nocnego”, czuwa jedynie nad bezpieczeństwem i wymierza sprawiedliwość w stosunkach między obywatelami, no i reprezentuje obywateli względnie siebie w stosunkach ich z innymi państwami.

Jasnym jest, że dla organizacji społecznej obejmującej dobrych katolików forma ustrojowa jest właściwie obojętna. Czy to będzie monarchia, czy demokracja, czy nawet „rządy elity” to zawsze rola państwa ograniczona zostanie właściwym nurtem społecznym, bezwładnym a leniwym, którego najszczytniejsze potrzeby i pragnienia w decydującej mierze zaspokajane są poza wszelką organizacją, wyłączając oczywiście potrzeby religijne i kościół.

Pierwiastkowym elementem grupy społecznej jest zawsze jednostka z jej profilem duchowym. Jej żywotność, odczuwane pragnienia, zachowanie się, praca barwią obraz życia grupy, nadając właściwy koloryt wszystkim dziedzinom tego życia – polityce, gospodarstwu, sztuce.

By pojąć profil duchowy typowego Polaka należy uwzględnić wszystkie elementy kręgu kulturalnego, w atmosferze i pod naciskiem którego jest on stworzony. Znamy już mechanizm polskiej ideologii grupy wspartej o fundamentalne zasady światopoglądowe katolicyzmu. Elementów tych nie można rozpatrywać oddzielnie jeden od drugiego. Istotnym bowiem jest ich wzajemne na siebie oddziaływanie. Jeden na drugi zachodzi; jeden w połączeniu z drugim nabiera dopiero właściwego znaczenia. Postulat wolności dopiero w połączeniu z ideałem kontemplatywnym daje ten prawdziwy stop miernoty – człowieka w którym stłamszone zostały wszelkie impulsy dynamiczne, twórcze, człowieka zaskorupiałego w duchowej otoczce swej własnej persony, a jednocześnie... wolnego (!) Takim samym paradoksem socjalnym staje się zasada prymatu jednostki, w kontemplacji upatrującej najskuteczniejsza drogę do swoich przeznaczeń. Obraz społeczeństwa, któremu właściwy wyraz nadaje ogół jednostek, tak duchowo umeblowanych rysuje się nam wyraźnie jako agregat – suma podobnych do siebie ale funkcjonalnie nie powiązanych, niezależnych od siebie atomów. Biegun atomistyczny staje się ostatecznym etapem, ku któremu dążyć będzie naturalny rozwój życia zbiorowego narodu i jego form ustrojowych, (epoka saska).

Atomizacja społeczeństwa, obwarowana postulatem wolności i zasadą prymatu jednostki rzutowana na ekran życia politycznego daje stan anarchii. Tu należy mieć na uwadze, że anarchia ta nie jest wcale groźna, jakby to się na pozór zdawało. Już wyżej wzmiankowaliśmy, że nurt życia społecznego wskutek oddziaływania polskiej ideologii grupy, jest bezwładny i leniwy. Tam gdzie nie ma (w wymiarach społecznych oczywiście) burzliwych namiętności, powikłanych i sprzecznych dążeń, prężności, tam anarchia, pojęta jako brak oddziaływania zorganizowanej władzy państwowej, potopu krwi nie wywoła – przeciwnie zaś, gdy władza państwowa poważy się pobudzić do wytężonego „życia”, poruszyć zastałe formy, zażądać w imię nierysującego się „Ad oculos” interesu, jakichś ofiar z wegetatywnych skłonności masy – spotyka się z gwałtowną reakcją lub... trafia w próżnię. Zakres możliwości stosowania polityki państwowej ograniczony zostaje w końcu instytucjami prawnymi, które w imię swoich ideałów naród potrafi „wyszantażować” od władzy państwowej, o ile znajduje się wobec niej w antagonizmie, lub które sam powoła, gdy władzę ma w swych rękach. (historia swobód szlacheckich i „liberum veto”).

Państwo pojęte jako organ polityczny narodu dla dysponowania istniejącymi w ramach organizacji społecznej zasobami energii potencjalnej przestaje w istocie istnieć. W atmosferze zaś, swoiście pojętej przez przeciętną społeczną, wolności, „wolna inicjatywa” nie wyzwala oczywiście żadnych mocy. Automatyzm powolnej ewolucji pod naciskiem ideologii grupy spycha całokształt życia społecznego do prymitywu, który stabilizuje się koło bieguna tomistycznego w dziedzinie gospodarstwa i demografii, zaś koło bieguna atomistycznego, jeżeli idzie o strukturę społeczno-polityczną.

Trudno ustalić jaka forma ustroju państwowego odpowiada najbardziej biegunowi atomistycznemu. O zaistnieniu takiej lub innej może zadecydować przypadek, a może nawet... moda. W epoce saskiej, pełną niemal harmonię stwarzała monarchia. Że nie absolutna – rozumiemy to dobrze. Obecna chwila przemawia za demokracją, rządami ludu.

Istotny i trwały będzie tylko stosunek z jakim muszą pozostawać do siebie bezwładna masa społeczna z jednej strony a jej organ – państwo z drugiej, by panowała między tymi dwoma elementami harmonia. (Harmonię zakładamy dlatego, bo chodzi nam przecież o ustalenie ustroju idealnego, tzn. takiego, który by najbardziej odpowiadał biegunowi tomistycznemu). Otóż stosunek ten przy dowolnej formie ustrojowej zawsze wyrazi się w braku powiązania tych elementów (wg prawideł logiki nie ma więc stosunku, - jest „niestosunek”). Między górą władzy, a dołem masy społecznej istniała będzie przepaść. Władza nie może się społeczeństwu „naprzykrzać”, gdyż inaczej stanie się, w najlepszym wypadku niepopularna czy „antypatyczna”, co znowu trudno jest zawsze tłumaczyć okresem podlegania obcej państwowości, jak się to nagminnie u nas czyni.

Rytm polskiego życia społecznego wykreśla dość ściśle pozytywny zasięg władzy państwa. Zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, w dość wąskim zresztą znaczeniu tego wyrazu tudzież wymiar sprawiedliwości oto rola państwa, słuszna i zgodna z tendencjami wyrastającymi z dołu.

Takie zarysowanie roli państwa jest ostatecznym ogniwem logicznego łańcucha, który autor dedukował z bezspornego już chyba, śmiem twierdzić, dla czytelników „Zadrugi” założenia, jakim jest polska ideologia grupy, czy inaczej – polski charakter narodowy. Na dowód, że wynik otrzymany pokrywa się z rzeczywistością przytaczamy następujące słowa prof. W. Lutosławskiego, który uważany jest ogólnie za jednego z wybitnych publicystów katolickich, przez co daje rękojmię znakomitej znajomości właściwych tendencji społeczeństwa polskiego. Pisze więc prof. Lutosławski: „Państwo nie może rościć pretensji do większej władzy, niż ta, która zabezpiecza mienie i życie obywateli, oraz sprawiedliwość w ich wzajemnych stosunkach i stosunkach państwa z ościennymi państwami.

Wzmaganie się władzy państwa ponad te naturalne granice, tłumi najwyższe dążenia człowieka, mianowicie jego aspiracje religijne, naukowe i artystyczne”. (cytat z art. na temat „Katolicyzm i totalizm”, zamieszczonego w „Czasie” z dnia 28.XI.37 r.).

W zakończeniu pragniemy zwrócić uwagę czytelnika na jeden bardzo ważny moment. Tendencji rozwojowych, które usiłowaliśmy odtworzyć w oparciu o zasadnicze elementy polskiej ideologii grupy, jak również obrazu bieguna atomistycznego, skądinąd wzbudzającego w nas odrazę, nie należy traktować jako coś, co jest nieprawidłowe. Nie należy stawiać hipotezy błędu, by wytłumaczyć zanikanie nowocześnie pojętej władzy państwa w miarę zbliżania się ewolucji form życia zbiorowego do bieguna atomistycznego. „Złota wolność” epoki saskiej nie jest wcale błędem. Przeciwnie. Jest to coś zupełnie naturalnego. Tak jak belka drzewa rzucona do wody wypłynie zawsze na wierzch, w tak samo naturalny sposób „złota wolność”, umiejscowiona zrazu w duchowych pokładach duszy zbiorowej, wypłynęła szeroko na powierzchnię nurtu społecznego.

(Radzimy tu Czytelnikom przypomnieć sobie z poprzedniego numeru „Zadrugi” felietonik pt. „Katzenjamer” - przyp. red.)

Stanisław Grzanka

(1 Alfred Marshall: „Zasady ekonomiki” str. 1.
(2 Jan Stachniuk: „Heroiczna wspólnota narodu” str. 218 i 265.
(3 Cytaty wzięte z art. prof. Józefa Rousseau w nr 35 „Przeglądu Katolickiego”.
(4 jw.
(5  jw.
* * * * *
 
Zarysowaliśmy dotąd tendencje, jakie zaznaczają się w samorzutnym rozwoju form życia społecznego, pod naciskiem polskiej ideologii grupy. Wskazaliśmy, że naturalna ewolucja („ciąg harmoniczny”) tych form, zmierza do swojego ideału, określonego przez „Zadrugę” mianem bieguna atomistycznego, (jako że najbardziej istotnym znamieniem tego ideału, jest atomizacja społeczeństwa); biegun atomistyczny realizuje harmonię socjalną, tzn. stwarza zgodność między formalną i faktyczną strukturą społeczno-polityczną, a postawami duchowymi, ożywiającymi przeciętną społeczną. W miarę osiągania harmonii socjalnej, w obrazie społeczeństwa występują następujące jego najistotniejsze cechy:

1. Atomizacja społeczeństwa, znajdująca swe źródło w personalistycznych założeniach światopoglądu społecznego. Naród przestaje być jednością – staje się agregatem, „sumą otoczek duchowych”, luźnym zespołem niepowiązanych funkcjonalnie indywiduów. Analogiczny układ w gospodarstwie społecznym. Suma „otok ekonomicznych”. Ideał drobnych gospodarstw wg ekonomiki katolickiej Św. Tomasza (stąd biegun tomistyczny) propagowany aktualnie przez Doboszyńskiego w jego „Gospodarce Narodowej”.

2. Osłabienie nurtu życia społecznego i atrofia więzów psychicznych, które spajają jednostkę z grupą, wskutek tego, że przyjęte zasady światopoglądowe przenoszą punkt ciężkości życia jednostki do jej duchowej persony, stąd, jednostka najszczytniejsze wg niej powołanie osiąga poza grupą, poza organizacją wszelką. Wyjątek stanowią potrzeby religijne i kościół.

3. Zanik władzy państwowej, (w nowoczesnym pojęciu) jako naturalny wynik zaniku potrzeb politycznych obywateli. Państwo przestaje być organem Narodu dla dysponowania istniejącymi w jego możliwościach zapasami energii, schodząc do roli „stróża nocnego”.

Tendencje wyżej zarysowane wyrastają, jako ciąg logiczny z podłoża, jakim jest ideologia grupy, czy inaczej ideał kulturalny Narodu. Temu ideałowi najbardziej odpowiadają. Dlatego przestrzegamy przed zbyt pochopnym kwalifikowaniem tych tendencji jako coś ujemnego, jako coś, co w „błędzie” znajduje źródło; przestrzegamy szczególnie tych, którzy stoją na stanowisku, że panująca ideologia grupy – ideał kulturalny polski stoi poza wszelką krytyką, jako wartość dla Narodu najwyższa. To zastrzeżenie szczególnie należy mieć na uwadze przy badaniu okresu naszej historii, zwanego „epoką saską”. Jest to bowiem ten okres naszych dziejów, w którym polski ideał społeczno-polityczny, pojęty in abstracto, niejako zmaterializował się w rzeczywiste formy narodowego bytu.

Zakładamy tutaj, że czytelnik ma w pamięci artykuł Z. Banasiaka z 1 (3) numeru „Zadrugi” pt. „Konstelacja warunków zastanych”, w których autor scharakteryzował istotę ogromnego przełomu kulturalnego na przełomie wieku XVI i XVII, a który to przełom zapoczątkował Epokę Saską. Przypominamy tutaj tylko, że decydującą w nim rolę odegrał katolicyzm, pojęty zarówno jako polityczna siła kierownicza, działająca z zewnątrz, jak też jako czynnik ideowy – kulturowy – wychowawczy, działający od wewnątrz poprzez kształtowanie polskiego charakteru narodowego.

Takie zharmonizowane na dwóch frontach oddziaływanie katolicyzmu; realizującego bezwzględnie swoje cele, musiało wywrzeć na życie polskie doniosłe skutki, w szczególności w interesującej nas dziedzinie społeczno-politycznej.

Jak wiemy już z artykułu Banasiaka, konstelacja warunków zastanych, czyli po prostu układ ówczesnej sytuacji politycznej w Polsce sprawił, że Kościół dla zrealizowania swych celów oparł się o szlachtę darząc ją z kolei swym poparciem: „klasa szlachecka oparta o potężną organizację kościoła stała się chorążym katolicyzmu” (art. Banasiaka). Polityczne oddziaływanie Kościoła zmierzało więc do zapewnienia szlachcie roli decydującego i jedynego czynnika politycznego w państwie, z tym wyliczeniem, że szlachta wychowana w duchu na wskroś katolickim, ideały społeczne katolicyzmu realizować będzie spontanicznie, już bez bezpośredniego nacisku kościoła. Ta pozorna niezależność rozwoju „demokracji szlacheckiej” od wpływów kościoła Rzymskiego miała w owym czasie, a także ma i teraz, kolosalne znaczenie socjalne. Rozwój ten bowiem zyskiwał pozornie charakter czegoś swojskiego, wynikającego jakoby z ideałów czysto narodowych, polskich – co patriotycznie usposobionego szlachcica napawać musiało dumą już nie jako katolika, ale jako Polaka.

* * * * *

Nie będziemy tutaj przypominać obrazu życia polskiego z Epoki Saskiej. Historia dość szczegółowo obraz ten nakreśliła. Bezmiar ogromnego upadku narodu w tym okresie znalazł już wyraz w przysłowiach. Nam chodzi o rzecz ważniejszą: o ustalenie wiązadeł logicznych, które by połączyły niepojęte pozornie i oderwane zjawiska w całość, wyjaśniając ich pochodzenie i wspólne podłoże.

Katolicyzm w epoce saskiej osiągnął swój cel – stał się totalnym. Objął swym wpływem wszystkie dziedziny życia Narodu, wypełniając jego duszę zbiorową do najgłębszych bodaj zakamarków. Tendencje społeczne, które wykształciły się w konkretne formy ustrojowe w nim znalazły swe źródło.

W miarę gruntowania się w postaci duchowej przeciętnego Polaka ideałów personalistycznych i kontemplatywnych, wskutek dogłębnego wychowania katolickiego, postępuje atomizacja społeczeństwa. Stwierdza ją Korzon, nie podając jej przyczyn: „Wśród narodów europejskich, myślących pracujących wojujących, znoszących setki milionów do skarbu państwowego, wysyłających setki tysięcy wojowników na pobojowiska, Polska nie posiadała narodu ani polskiego ani nawet szlacheckiego, - liczyła około 11 milionów organizmów dwurękich”(1 Stąd jako dalsze , wtórne objawy - „prywata”, stan anarchii, rozkład Narodu na 11 milionów „otoczek duchowych”. 11 milionów indywiduów, osiągających każdy we własnym zakresie ostateczny cel swego ziemskiego bytowania wg głęboko odczuwanych przykazań religijnych.

Czy stan ten sprzeczny był z odczuciami jakie wyrastały z duszy rozmodlonego Narodu? Czyż można w czambuł potępiać „grzechy” Narodu epoki saskiej, skoro wypełniono jego jaźń zbiorową kryteriami, które ponad wszystkie doczesności stawiały „doskonalenie się wewnętrzne” i oderwanie od pokus grzesznego świata doczesności. Czyż naród wprawdzie zanarchizowany, politycznie rozpasany, ale jednocześnie głęboko religijny i w trosce o zbawienie wieczne budujący setki kościołów i klasztorów, był w niezgodzie z wpojonym mu dynamicznie systemem duchowym katolicyzmu? Sięgnijmy do autorytatywnych źródeł. Ksiądz St. Załęski pisze o tych czasach: „Społeczeństwo polskie było głęboko religijnym, a ascetycznym nastrojem ducha swego przypominało chrześcijański religijny świat wieków średnich... Taka zawadiacka szlachta jak Wielkopolanie rąbiąc się na sejmiku, plackiem padała gdy wśród niej wniesiono Najświętszy Sakrament”(2.

O rozroście katolicyzmu świadczą choćby takie cyfry: w roku 1565 na ziemiach polskich było 67 klasztorów(3, w połowie zaś wieku XVIII liczba ta wzrosła do 807 klasztorów męskich i 79 klasztorów żeńskich(4. Jakże można potępiać prywatę i egoizm szlachty, skoro z jej ofiarności stworzone zostało niezmierzone na ówczesne czasy bogactwo Zakonów Jezuickich, których dochody wg obliczeń Komisji Koedukacyjnej wynosiły 995 tysięcy zł p., wartość majątków na 25 milionów zł p.; oprócz tego kapitały sięgały liczby 7.555.000 zł p.

Można przytaczać niezliczone fakty z historii, mnożyć bodaj w nieskończoność najbardziej autorytatywne dane, które świadczą, że w Epoce Saskiej nurt życia duchowego narodu potoczył się prawidłowym torem, wynikającym z nakazów moralnych i etycznych spełnionego katolicyzmu. Całkowite niemal opanowanie przez Pijarów i Jezuitów szkolnictwa zapewniało wychowanie oświeconej warstwy narodu na przykładnych katolików, posłusznych sług Kościoła.

Komisja Koedukacyjna objąwszy szkolnictwo miała w 1776 r. 65 szkół, w tym 37 pojezuickich, 19 pijarskich i 6 bazylianów. Na 308 nauczycieli było 256 Jezuitów. W roku 1789 na 482 nauczycieli w całej Polsce było tylko 115 świeckich.

W zakresie wychowawczym i w metodach nauczania Jezuici i Pijarzy brali wzory z Akademii Krakowskiej, która pod czujnym okiem Zakonu Jezuitów tkwiła w scholastyce średniowiecznej; zresztą było to zjawisko nie tylko polskie, ale ogólno-katolickie. Studia filozoficzne wg ks. Kotowicza polegały na komentowaniu dzieł Arystotelesa i Św. Tomasza z Akwinu.

Dogłębne skatoliczenie Narodu ukształtowało jednolity, skończony, upowszechniony typ Polaka-katolika, który odtąd staje się zasadniczym elementem grupy społecznej. Wszystkie dziedziny życia Narodu stają się wykładnikiem oddziaływania tego typu. Pod naciskiem panującej ideologii grupy ewolucja zmierza do uzyskania harmonii socjalnej – katolickiej harmonii socjalnej. Przecież „cel społeczeństwa winien być ten sam co jednostki” wykłada Św. Tomasz z Akwinu. Społeczeństwo istnieje po to „aby człowiek znalazł w nim i przez nie środki do zapewnienia mu osiągnięcia swego celu” pisze Papież Leon XIII. W życiu więc zbiorowym występują te wszystkie elementy katolickiego światopoglądu społecznego, o których mówiliśmy w pierwszej części artykułu (poprzedni numer „Zadrugi”).

Ideał kontemplatywny, poniechanie życia wytężonego, twórczości, gromadzenia bogactw, wola minimum egzystencji, zanik potrzeb politycznych. Ideał personalistyczny skutkuje zasadę prymatu jednostki wobec grupy oraz postulat wolności. Te zasadnicze elementy ideologii grupy sprowadzają z kolei wtórne objawy: pauperyzacja, autarkizacja jednostki duchowa i ekonomiczna, anarchizacja życia zbiorowego, atrofia i woli państwowej itd.

Te wszystkie potworne dla potęgi Państwa i Narodu skutki, są nieprzewidziane. Zresztą nie należy ich brać pod uwagę skoro takie pojęcia jak potęga Państwa, jego siła gospodarcza i polityczna są zagadnieniami obojętnymi z punktu widzenia przeznaczeń jednostki, powołanej do zbawienia wiecznego.

Oto co pisze o tych czasach Korzon: „Duchowny najczęściej ponad interesy narodu kładł widoki swego wyznania, katolicki zaś biskup baczył na wskazówki udzielane z Rzymu. Tak w latach 1766-8 duchowieństwo polskie pobudzało ludność katolicką przeciwko współobywatelom dysydentom ze szkodą dla kraju, ale zgodnie z notą nuncjusza podaną Sejmowi”... ...”przestępstwa przeciw narodowi przez biskupów popełniane nie były uważane za skazę... - Tak Skarszewski(5 zawdzięczał swe ułaskawienie wstawiennictwu nuncjusza i z czasem zasiadał jeszcze na tronie arcybiskupim”.(6

Idee państwowe, polityczne narodowe są obce polskim umysłom. „Cały zaś ogrom niebezpieczeństwa wyjaśni się nam wtedy dopiero gdy poznamy, jak głęboko i szeroko rozpostarła się ta choroba: głęboko, bo do zasadniczych kategorii myślenia politycznego, do pierwotnych instynktów sumienia, szeroko bo na ludzi wysokiego stanowiska, wykształconych, bo obeznanych z formami etykiety i dyplomacji, na mężów stanu i doktorów zarówno jak na gmin miejski, na prostaczków i wiejskich polityków”.(7

Jak widzimy, Korzon te drugorzędne i trzeciorzędne objawy życia społecznego traktuje jako „chorobę”, która toczyła Naród. Hipoteza „choroby” uniemożliwiła nauce polskiej historii zagłębienie i jedynie słuszne wytłumaczenie upadku Polski w tym okresie dziejów. Czyż nie uderza nas, że ta rzekoma „choroba” jest czymś zupełnie naturalnym, wynikającym z przyjętego ideału cywilizacyjnego, opartego o zasady katolicyzmu! Oto co napisał Kochanowski, autor „Ech prawieku”: „Polska urabiała swój ideał dziejowy w wolnym indywiduum ludzkim (postulat wolności), we wnętrzu własnym człowieka” (ideał kontemplatywny), stwarzając typ który „jest na skali idealizmu typem najwyższym. Polska kulturę wolności wewnętrznej wykołysała i wychowała, stworzyła moralne państwo, oparte nie na przemocy tylko dobrej woli zrzeszonych jednostek”. (suma otok duchowych). Polska wg Kochanowskiego o całe wieki wyprzedziła świat!!!

Że realizacja takiego ideału cywilizacyjnego sprowadziła jako wtórny objaw – słabość gospodarczą i polityczną Państwa, z której skorzystali „zacofani”, „barbarzyńscy” sąsiedzi – tym gorzej dla nich!

* * * * *

Gdy analizujemy formy polityczne „demokracji szlacheckiej” Epoki Saskiej i oceniamy je na skali ideałów i kanonów katolickiego światopoglądu społecznego (a więc i polskiego), to okazuje się, że istnieje zadziwiająca zgodność i harmonia. Okazuje się, że to „moralne państwo, oparte nie na przemocy tylko dobrej woli zrzeszonych jednostek” wyidealizowane przez wspomnianego Kochanowskiego, a tak zgodne z duchem katolicyzmu osiągnęło w Epoce Saskiej wysoki stopień doskonałości. Wykształciło konkretne instytucje prawno-państwowe, ustrojowe, które, powtarzamy, zbyt pochopnie z perspektywy upadku niepodległości historia traktuje jako „schorzenia”, „grzechy” itd. Czyż „źrenicę świętej wolności” - „liberum veto”, stojące na straży najszczytniejszego ideału człowieka, a więc i obywatela można traktować jako objaw wynaturzenia społecznego? Czyż nie należy sobie zdawać sprawy, że stanowiący filozofię narodową Katolicyzm a priori rozgrzeszał „liberum veto”. - Że skłonna do złego natura człowieka nadużywała najczęściej tej „świętej zasady” - to już sprawa dalsza. Jej skutki obciążają człowieka, a nie zasadę. (!)

W ideale społeczno-politycznym, zrealizowanym w Epoce Saskiej „Liberum veto” nie stanowi żadnej dysharmonii. Pamiętajmy, że katolicki ideał kontemplatywny, jako typ doskonałego życia wyzwala z człowieka popędy wegetacyjne, atwórcze. W grupie społecznej musi się to przejawić w atrofii zmysłu organizacyjnego, w zaniku potrzeb politycznych, w zaniku woli państwowej. Tym przecież odznaczała się szlachta, składająca się wówczas na pojęcie Narodu. Widzimy więc, że zanik potrzeb politycznych doskonale harmonizuje z „liberum veto”. Panująca w Sejmach polskich zasada jednomyślności uchwalania była tylko wykładnikiem zasady nadrzędności jednostki wobec grupy. I tu znowu sięgamy do źródła – do polskiej ideologii grupy. W świetle jej zasad, wszystkie inne pozorne błędy ustrojowe jak wszechwładza szlachty, słabość rządów, obce ingerencje, anarchia stają się nam zrozumiałe i okazują się jedynie naturalnymi przejawami (często być może wtórnymi, nieprzewidzianymi, a nawet współcześnie potępianymi), zrealizowanych tendencji społecznych, wynikających z ideału cywilizacyjnego jaki dostał się Narodowi Polskiemu wraz z katolicyzmem totalnym w Epoce Saskiej.

Na wstępie wyjaśniliśmy pojęcie harmonii socjalnej. Należy sobie uświadomić, że harmonia ta została w pełni zrealizowana. Stąd powszechna błogość i samouwielbienie się Narodu mimo widma upadku. Nieliczne odruchy spłoszonej błogości, wołania o reformy światłych umysłów spotykały się ze zdecydowanym oporem. Oto co pisze F. Bujak: „Rozstrzygającym... momentem dla upadku Polski był brak silnej i rozumnej woli do utrzymania się przy niepodległości państwowej w warunkach, w jakich się Polska znajdowała w XVII wieku. Że woli tej nie było w chwili ponownego rozbioru Polski, świadczy haniebne zachowanie się wobec Austrii i Prus szlachty w dzielnicach zabranych. Tym ludziom własne państwo było obojętne, a więc właściwie nie potrzebne.(8 Zestawmy te słowa wybitnego polskiego historyka z opinią wyżej wspomnianego Kochanowskiego, ba! Nawet samego A. Mickiewicza, który w „Prelekcjach Paryskich” z dn. 2.I. I 17.V.1842 r. twierdziła, że Polska wskutek swego przedwczesnego rozwoju po linii polityki chrześcijańskiej była (w XVIII w.) państwem odosobnionych w Europie, której dzieje potoczyły się po drodze niechrześcijańskiej.

A więc nie „wady” ustrojowe, nie „błędy” polityki, nie „choroba” Narodu doprowadziła do upadku niepodległego państwa, ale realizacja zasad społecznego światopoglądu katolickiego w życiu Narodu – była tego przyczyną. W istocie tak było!

Wg terminologii przyjętej w „Zadrudze” określamy to w ten sposób, że w Epoce Saskiej osiągnięty został biegun atomistyczny, tzn. kres, ku któremu zmierzała naturalna ewolucja życia zbiorowego Narodu pod naciskiem polskiej ideologii grupy. Osiągnięcie tego bieguna było równoznaczne z ustaleniem się zastygających w rozwoju form społecznych i państwowych, kryjących beznadziejną pustkę życia narodu, jego nędzę i słabość. Miejmy na uwadze jednak, że stan ten, zmierzony kryteriami katolickich prawd, prawd „absolutnych”, rządzących sumieniem narodowym, nie może być potępionym. I dlatego też potępionym nie został. Dopiero rozbiory niejakie otrzeźwienie spowodowały, lecz jakże nielicznych umysłów. A przecież historia nas poucza, że stan ten tak tragiczny i haniebny dla naszych dziejów, bo sprowadzający niewolę Narodu trwał na wiele lat przed faktycznymi rozbiorami. Dziwić się należy, że niewola nie zaczęła się o 100 lat wcześniej, lub, jak pisze T. Korzon, że już w r. 1772 trzy dwory nie podzieliły całej Polski między siebie.(9

To powszechne zaślepienie, również nie było czymś nienaturalnym. Osiągnięcie swego ideału cywilizacyjnego, zrealizowanie chrześcijańskiego państwa polskiego musiało dobrych katolików, jakimi byli Polacy napawać przeogromną dumą narodową. Stąd też zrodziły się późniejsze, zwyrodniałe w swych założeniach koncepcje mesjanistyczne („Polska Chrystusem Narodów”). Stąd tytuł do wyższości, mimo własnego upodlenia. Stąd ta niezrozumiała zdawałoby się pogarda dla „barbarzyńskich” zaborców, którzy naturalnym prawem silniejszego śmieli wypełnić pustynię, jaką reprezentowało Państwo Polskie.

Stanisław Grzanka

(1 T. Korzon – Dzieje Polski t. I. Str. 63.
(2 St. Załęski „Czy Jezuici zgubili Polskę?” str. 451.
(3 „Relacje nuncjuszów Apostolskich” t. I. p. p. 163-164.
(4 Grabowski: „Ojczyste Spominki” t. I. Str. 242
(5 Biskup Wojciech Leszczyc Skarszewski, za zdradę stanu skazany na śmierć przez Najw. Sąd Krym. Rzplitej w r. 1794. - Korzon „Dzieje Wewn. za St. Augusta t. I str. 261
(6 T. Korzon „Zamknięcie Dziejów Wewnętrznych Polski za Stanisława Augusta” str. 8
(7 Tamże – str.12.
(8 F. Bujak. „Przyczyny upadku Polski” str. 110.
(9 T. Korzon „Zamknięcie Dziejów Wewnętrznych Polski za Stanisława Augusta”. str. 35.

 
Kierunki rozwojowe po r. 1918. "Recydywa Saska".

Okres, w którym spełniony został polski ideał społeczno-polityczny – Epoka Saska, kończy się upadkiem państwa. Misterna konstrukcja budowli społecznej, dzieło dorobku historycznego z lat 1600 – 1800 – Katolicka harmonia socjalna wali się w gruzy. Następuje długi okres niewoli politycznej – wiek XIX. Znaczenie jego dla rozwoju życia polskiego omówił w numerze 2(4) „Zadrugi” Zygmunt Banasiak (art. „Wiek XIX w dziejach Polski”).

W okresie naszych dziejów od r.1800 do 1950 wiek XIX stanowi niejako wyrwę. W tym czasie bowiem, „ciąg harmoniczny” naszej historii poddany został potężnym zakłóceniom w swym naturalnym rozwoju. Podleganie obcym państwowościom rodziło nacisk od zewnątrz, który deformował obraz życia polskiego w sposób nieraz brutalny. Rozbite zostały przede wszystkim formy polityczne Narodu oraz zmieniony mechanizm życia gospodarczego. Państwa zaborcze posiadły decydujący wpływ na kształtowanie się urządzeń społecznych i instytucji politycznych. Naród pozbawiony zostaje decydującego głosu i to w stopniach różnych w zależności od wytycznych polityki trzech zaborców. To też w krótkim czasie życie zbiorowe narodu poczyna układać się w formach, które narzucone siłą z zewnątrz nie pasują do niego, są czymś obcym.

Tak więc zburzona zostaje „harmonia socjalna”, którą Polska przed rozbiorem osiągnęła. Ideologia grupy przestała być czynnikiem decydującym o nadbudowie socjalnej Narodu. Zostaje ograniczona w swych oddziaływaniach na kształtowanie się form zbiorowego bytowania – cofa się w głąb duszy pozbawionego wolności Narodu.

Tymczasem na powierzchni życia polskiego dokonują się potężne przekształcenia. Względnie zacofany w rozwoju, a stanowiący pewną całość organizm gospodarczy zostaje rozczłonkowany na 3 części, z których każda włącza się z kolei w nowy a jakże bardziej wartki nurt życia obcego. Analogiczne przemiany dokonują się w dziedzinie ustroju politycznego. W zaborze austriackim w późniejszym okresie Polacy zapoznają się z ustrojem parlamentarnym, przechodzą elementarną szkołę polityczną. W zaborze niemieckim poznają na własnej skórze co znaczy praworządne państwo, rządzone przez absolutnego monarchę. Rosja daje aż nadto realistyczny i dotkliwy pokaz urządzeń państwowych moskiewskiej satrapii.

Pamiętajmy jednak, że te rewolucyjne wstrząsy działały w sposób mechaniczny, nosiły znamię obcości cywilizacyjnej. Niewola zburzyła tylko nadbudowę socjalną; mechanizm zaś, który tę nadbudowę wzniósł został nienaruszony, gdyż tkwił mocno w głębokich pokładach duchowych skatoliczałego Narodu. Ideał kulturalny nie uległ żadnym takim wstrząsom, by można było mówić o jakiejś rewolucji duchowej. Jeżeli zanotowane zostały przejawy pewnego niepokoju duchowego, przejawy nowych prądów umysłowych, to nie przekraczały one miary powierzchownych tylko nowości. Źródła ich bowiem nie należy szukać w jakichś spontanicznych odruchach, ani też dogłębnych niepokojach metafizycznych. Były to tylko refleksy mechanicznego naporu obcego życia, które dość szybko dokonało przekształceń w fasadzie polskości – w polityce i gospodarstwie.

Nie ma mowy o poddaniu rewizji ideałów narodowych. Ba! Naród, pchany jakimś ślepym, samozachowawczym odruchem przeciwko grozie swego zatracenia, ocalenie upatrywał w jak najściślejszym przywiązaniu do swego dotychczasowego trzonu duchowego, wspierającego się na „wiecznych prawdach” katolicyzmu.

Te okoliczności sprawiły, że okres niewoli stanowił zbyt krótki czas na to, by mogły dokonać się istotne przemiany w zasadach polskiej ideologii grupy. To też z tym samym, niezmienionym motorem duchowym wkracza Naród w nowy okres swoich dziejów.

W roku 1918 Polska odzyskuje niepodległy byt państwowy. Czytelnik, podążający za myślą dotychczasowych wywodów, spostrzega tutaj niewątpliwie właściwe znaczenie tego historycznego wydarzenia z punktu widzenia problemu socjologicznego, który jest tematem niniejszego artykułu.
Odzyskanie niepodległości państwowej oznaczało unicestwienie tych sił zewnętrznych, które dotychczas w okresie niewoli w sposób istotny wyciskały swe piętno na całokształcie życia narodowego. Oznaczało to, że osobowość duchowa Narodu na powrót odzyskuje utraconą przed 150 laty swobodę i możność stanowczego oddziaływania na jego rozwój cywilizacyjny. Ideologia grupy przywrócona zostaje do swej właściwej i naczelnej roli rzeźbiarza historii Narodu. Powracając do swych pełnych praw, staje wobec ogromu zadań, które musi odrobić.

Obce życie, buszujące po rozczłonkowanym na troje organizmie Polski zostawiło znaczne ślady. Rzeczywisty obraz Polski z 1918 bardzo odbiega od obrazu, jaki by stworzyła naturalna i nieprzerwana ewolucja wewnętrznych stosunków polskich, od Epoki Saskiej począwszy. Obraz Polski z r. 1918 nie jest wynikiem ciągu harmonicznego dziejów polskich od roku 1600 – nie jest produktem polskiej ideologii grupy. Mamy tu na myśli zarówno to wszystko, co leży w sferze materialnej, jak i duchowej, a w szczególności pojęciowej.

Obce wpływy znać nie tylko w gospodarstwie i ekonomii. Równie wielkie naleciałości uderzają w poglądach na pojęcie społeczeństwa, narodu, państwa. Doświadczenia niewoli musiały zresztą zaznaczyć się dobitnie i na stosunku jednostki do grupy. Nastąpiły znaczne przesunięcia ilościowe i jakościowe w potrzebach politycznych Polaka. W późnym okresie niewoli rodzi się myśl nacjonalistyczna, która jest już wyraźnym dowodem daleko posuniętych odchyleń od polskiego światopoglądu społecznego. W tym czasie rodzi się również „myśl państwowa”.

Wszystko to jednak, jak już wyżej nadmieniłem, nie ma charakteru jakichś dogłębnych przewartościowań natury światopoglądowej w skali powszechnej, ogólnonarodowej. Przeciwnie – tchnie obcością na tle postaw duchowych, ożywiających miliony Polaków.

To też od roku 1918 jesteśmy świadkami konsekwentnej likwidacji tej obcości. Ślady niewoli (dla większości Polaków - „miazmaty” niewoli) tym bardziej zacierają się, im dalej w przyszłość. Tak upadła poczęta i zrodzona w niewoli myśl nacjonalistyczna (zaprzaństwo ideowe Dmowskiego i jego partyjnych komilitonów – mowa o tym na innym miejscu). Przejawy życia politycznego po roku 1920 jeszcze szybciej rozwiały złudzenia, jakoby doświadczenia niewoli tchnęły wolę państwowa w postawę obywatela – Polaka. Jak szybko w niepodległej Polsce pojawił się upiór Epoki Saskiej! Jakże prędko wzeszedł posiew anarchii politycznej, do której oczywistość powszechnego zjawiska nie pozwalała przyczepić przymiotnika: „szlachecka”. Anarchia ta bowiem, okazała się nie tylko szlachecka, ale w ogóle – polska, ogólnonarodowa, co – mimochodem stwierdzam – stanowi potężny argument świadczący o jednolitości polskiego typu kulturalnego poprzez wszystkie klasy i warstwy Narodu.

Wyłażą, nie wiadomo skąd, wszystkie „choroby” społeczne, opiewane tak szczegółowo w literaturze historycznej, dotyczącej okresu „Złotej Wolności.

Ktoś zaintonował, że... „to, Panie miazmaty niewoli”, a zaraz zgodny chór, już nie głupców ale naukowców, publicystów i innych światłych umysłów zawyrokował ex cathedra w ten sam sposób. Odtąd gotowa formułka na wszystkie dolegliwości trapiące życie zbiorowe Narodu po r. 1918: „to niewola winna”. I już nikt wąchając za źródłem tych społecznych smrodków nie wytyka nosa poza niewolę, choć ta bezpośrednio po Epoce Saskiej nastąpiła, jako jej naturalny skutek.

Nikt nie spostrzegł, że to „wybuchem” niepodległości wyzwolona polska ideologia grupy w ten sposób daje znać o sobie w całej swej socjalnej okazałości niezmieniona od Epoki Saskiej. Niewolę przetrwała przyczajona w głębiach skatoliczałej duszy narodowej. Narzuconymi warunkami obcego życia, a i często po prostu knutem zaborcy pozostawiona została istotnej dla siebie woli czynnika, stwarzającego rzeczywistość Narodu. Niepodległość tę rolę dla niej przywróciła.

Historia lat od r.1918 staje się zrozumiała dopiero wówczas, gdy uwzględniając właściwe znaczenie wieku XIX uświadomimy sobie, że jest ona jedynie fragmentem, logicznym ogniwem w łańcuchu dziejów Polski od przełomu wieku XVI-go, tzn. od momentu, kiedy system duchowy katolicyzmu podniesiony został do godności narodowego ideału cywilizacyjnego.

* * * * *

Teraz możemy przystąpić do udowodnienia szczegółowej już tezy: „recydywa saska" obejmuje swym zasięgiem również dziedzinę społeczno-polityczną życia zbiorowego Narodu. Zagadnienie to rozpatrzmy najpierw od strony ideowej, tzn. tak jak ono się rysuje w dziedzinie myśli ideowo-politycznej, właściwej dla przygniatającej większości Polaków. Ponieważ zaś w pierwszej części tego artykułu wyłożyliśmy już zasadnicze elementy polskiego światopoglądu społecznego oraz tendencje z niego wyrastające – ograniczymy się teraz do przytoczenia autorytatywnych wypowiedzi lub powszechnie uznanych opinii, by dać dowód, że tendencje te przebyły już bardzo znaczny etap realizacji nie tylko w sferze pragnień i odczuć milionów Polaków, ale również w zakresie sformułowań i programów ideowych, haseł czy deklaracji zasadniczych ugrupowań Polski niepodległej.

Wiemy już, że personalizm z jego dalszymi pochodnymi stanowi stanowi najbardziej fundamentalny element polskiego światopoglądu społecznego. To też personalizm ten przebija, jako zasadniczy ton ideologiczny zarówno na prawicy jak i na lewicy. On też istotnie łączy ideowo lewicę z prawicą. Antyklerykalizm pierwszej – bigoteria drugiej nie stwarzają żadnej istotnej różnicy, która by zaznaczyła się w postawach duchowych ich adherentów. Dla jednych naczelny ideał katolicki „doskonalenia wewnętrznego jednostki”, dla drugich „osobowość jednostki”, „wolność” lub „humanitaryzm”. A wszyscy oni razem, w swoich najgłębszych postawach duchowych solidaryzują się z przywódcą Stronnictwa Pracy, który na kongresie tej organizacji w grudniu 1937 r. rzucił w przemówieniu z głębi serca płynące słowa:

„Nie chcemy totalizmu państwowego, nie chcemy kapitalizmu, nie chcemy bolszewizmu, ale chcemy personalizmu, chrześcijańskiego, który jest zrealizowaniem demokracji politycznej, gospodarczej i społecznej.”

Czy nie rozlega się po całej Polsce jak długa i szeroka, z prawa i lewa szczere hasło: „demokracji politycznej, gospodarczej i społecznej”. A zaglądnijmy tak pod kiecki tych wzniosłych słówek, jakby Szukalski powiedział, czy aby nie dojrzymy tam czegoś bardzo znajomego – swojskiego – tradycyjnego; czegoś, co w każdej chwili beknąć może na melodię „Za króla Sasa...”

Kto zakłada personalizm, jako fundament lub normę organizacji życia zbiorowego głosić musi i głosi konsekwentnie postulat wolności. Wolność! Najgłośniej woła o nią polska Lewica – lewy personalizm. I gdy znowu, zdejmiemy ze słowa tego strojną szatkę ukaże się nam potworna naga treść, którą najtrafniej Szukalski sformułował jako „wolność jedzenia, spania i pierdzenia”. Wyłażą tu znowu piszczele katolickiego ideału kontemplatywnego, tak, jak on się przełamuje w postawie duchowej typowego Polaka.

Jakiż zastraszający etap recydywy saskiej przebyła „polska myśl nacjonalistyczna”, która od „etyki idei”, „egoizmu narodowego” i „etyki narodowej” dawnego Dmowskiego z r. 1905 – przeszła do głoszenia idei „państwa katolickiego narodu polskiego”. Trzeba zważyć tu, że idee te głosi nie tylko Akcja Katolicka ze swoimi „mężami” i „matkami”. To samo wypisało na swoim sztandarze ideowym Stronnictwo Narodowe i jego przybudówki młodzieżowe.

Oto, co czytamy w wstępnym artykule „Myśli Narodowej” z dnia 6.III. br. (nr 10):
„Dla tych, którym dobro narodu polskiego na sercu leży, co kochają jego przeszłość, jego duchową istotę, co wierzą w jej treść bogatą i szlachetną, w jej wielkie na przyszłość możliwości twórcze, co nie boją się polskiej duszy, lecz pewnych obcych na nią wpływów, dla tych wszystkich narodowców polskich, których „obóz” obejmuje cały niemal naród, głos Kościoła, a w szczególności każde odezwanie się polskiego Episkopatu jest głosem własnego serca i objawieniem własnej duszy. Tym bowiem charakteryzuje się tradycja narodowa polska i uświadomienie narodowe polskie, że stanowi jedność z uczuciem i przekonaniem religijnym, chrześcijańsko-katolickim. „Mędrca szkiełko i oko” nie dopatrzy tych tajemnych powiązań, przeto teoretyczne dyskusje i rozważania niewiele tu wyjaśnić mogą; kto z serca jest i nie boi się być katolikiem, kto nie boi się być czynnym Polakiem, ten czuje je w sobie i wie, że Kościół w Polsce to nie „potencja obca”, lecz stróż duszy narodowej, współtwórca jej przeszłej wielkości i przyszłych przeznaczeń; tym samym wie, że świadomość narodowa polska nie zagraża w niczym katolicyzmowi w Polsce, bo z nim razem poczęła się i rosła, bez niego rozpadłaby się rozwiała na wichrze współczesnej burzy. Jako świadomi Polacy nie boimy się uchybić narodowi słuchając i rozważając wskazówki Kościoła, ani nie boimy się uchybić Kościołowi w wierze, pielęgnując odrębność narodowej kultury i biorąc czynny i jawny udział w życiu politycznym Narodu.”

To samo głosi Obóz Narodowo-Radykalny zarówno ten z „ABC” jak i ten z „Falangi”. „ABC” we wstępnym artykule z dnia 10.I.38 r. zachwalając ustrój korporacyjny, głoszony zresztą oficjalnie przez Kościół – twierdzi, że da on nam: „dzielnego przedsiębiorcę i pracownika zamiast bezdusznego automatu z ustroju niemieckiego, niewolnika z ustroju sowieckiego, czy kapitalistycznych hochsztaplerów i ich ofiar z ustroju liberalnego. Taki będzie zgodny ze wskazaniami chrześcijańskiej myśli społecznej i zgodny z żywotnym interesem narodu polskiego ustrój gospodarczy katolickiego państwa i narodu polskiego (podkreślenie nasze).

Postępująca „recydywa saska” już dawno pozbawiła socjalizm polski treści dla marksizmu istotnej. Ta typowo polska drobnomieszczańska ideologia w swej ewolucji wyprzedziła znacznie socjalizm psychologiczny de Mana, który dr Żukowski w ostatnim numerze jezuickiego miesięcznika „Wiara i Życie” widzi już klęczącego w kościele przed wielkim ołtarzem. Z jednego ducha wyszło – do jednego wraca... Hasło „sprawiedliwości społecznej” tak bardzo wiele i tyleż samo znaczy dla polskiego socjalisty, co „miłość” w światopoglądzie społecznym dla polskiego katolika. „Uspołecznienie” produkcji to samo co „upowszechnienie” własności.

„Ciąg harmoniczny” rozwoju życia polskiego obejmuje również swym zasięgiem polskie masy ludowe, które ze względu na swą liczebną siłę zadecydują na pewno o jego pełnym zwycięstwie. Znajdujemy nasze twierdzenia na łamach „Wiary i Życia” (nr 3): „Dusza chłopa polskiego jest zawsze przesiąknięta promieniami katolicyzmu (str 94). To ustawiczne podkreślanie przywiązania do zasad etyki chrześcijańskiej, do idei sprawiedliwości, demokracji i wolności, kryje w sobie tę samą głęboko odczuwaną i umiłowaną treść katolickiego światopoglądu społecznego, mimo postępującego antyklerykalizmu, który w masach ludowych pojawił się jako trzeciorzędny skutek narastających konfliktów socjalnych. Napięcie ideowe mas ludowych, spędzające ostatnio sen z powiek sfer oficjalnych – rządowych, wyrasta jako reakcja przeciwko polityce systemu rządzącego Państwa, które zmusza te masy do ponoszenia na wyraz ciężkich ofiar na korzyść „potrzeb państwowych”, przez te masy wcale nieodczuwanych. Rozładowanie zaś tego napięcia nastąpi natychmiast, gdy dopuszczone do sterowania polityką państwową masy ludowe ponoszenie tych ofiar przerzucą na inne człony gospodarstwa społecznego, czy też po prostu zrzucą ze swoich barków o ile przerzucić nie będzie gdzie.” Że to może przyspieszyć „recydywę saską” - to już sprawa inna!

Jasną jest rzeczą, że aktualne formy ustrojowe Państwa Polskiego, obecny system polityczny nie pasuje do tych postaw ideowych, ani potrzeb politycznych, które wyżej usiłowaliśmy w wielkim skrócie scharakteryzować, a które są właściwie, trzeba to sobie powiedzieć, dla przygniatającej większości Polaków. Ciąg harmoniczny w sferze duchowej, ideowej odbył znacznie większe etapy, bo z natury rzeczy nie znajdował tam takich oporów, jakie napotyka w oddziaływaniu na tok stawania się rzeczywistości politycznej Narodu. Tutaj odsyłamy czytelnika do artykułu Jana Stachniuka pt. „Geneza ideologii pańskiej”.

Proces „recydywy saskiej” w dziedzinie ustrojowej spóźniony został w znacznym stopniu „ciągiem reformistycznym”, który wyrósł z „odruchu spłoszonej błogości”, tak jak „ciąg harmoniczny” wyrasta z polskiej ideologii grupy. Tu też leży przyczyna głębokiego konfliktu jaki zaznacza się i wzrasta ciągle między systemem politycznym „ciągu reformistycznego” („system pomajowy”) a resztą społeczeństwa polskiego tkwiącego w „ciągu harmonicznym”. Ostatnio jesteśmy świadkami wzrastającego od dołu naporu ideowego i politycznego, kierującego się ostrzem przeciwko systemowi pomajowemu, który opóźniając skutecznie proces recydywy saskiej dokonał znacznych deformacji w obrazie życia polskiego, jakim powinien być zgodnie z tendencjami społecznymi , wyrastającymi z polskiej ideologii grupy. Istotna walka idzie nie przeciwko ludziom, ale przeciwko formom politycznym (Konstytucja nowa – ordynacja wyborcza – przewaga rządu na parlamentem, ograniczenie praw samorządu, polityka gospodarcza państwa itd.), które wbrew odczuciom ideowym mas powołane zostały do życia w przeświadczeniu o konieczności realizowania postulatów, wynikających z „ideologii państwowej”.  Masy ukształtowane duchowo przez polską ideologię grupy „konieczności państwowych” nie czują. A przynajmniej nie odczuwają ich w tak silnym natężeniu by mogło wpłynąć na zmianę leniwego nurtu społecznego, który nadaje właściwy obraz polskiemu życiu. Nie poruszy tego nurtu idea konsolidacji pod hasłem potęgi czy obronności Państwa. Właściwa bowiem konsolidacja – spontaniczna – odbywa się na zupełnie odmiennej płaszczyźnie. Konsolidują się siły społeczne, wyrastające z powszechnych pragnień ideowych, by wypowiedzieć otwartą walkę o panowanie „demokracji” - „praworządności” czy też „Państwa Katolickiego Narodu Polskiego”. Wszystko wskazuje na to, że te hasła odnowią w niedalekiej przyszłości przejściowe zwycięstwo. Że wróci Epoka Saska, ubrana oczywiście w szatki nowoczesności. Decydującą w tym rolę odegra znowu katolicyzm, który się teraz „dynamizuje”. „Znowu”, bo wiemy już, że ten sam katolicyzm jako siła duchowa, zadecydował o zaistnieniu w dziejach Polski okresu, „Epoką Saską” zwanego.

Stanisław Grzanka

 
Wróć do spisu treści